Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 229 545 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Teneryfa - ostatnia odsłona :)

poniedziałek, 02 stycznia 2017 19:06

 

 Nowy Rok 2017 rozpoczęty! 

Zaczął sie słońcem, ale dziś znów szaro, buro i mży. Dziś kończę wspominanie słonecznej wyspy. Na zakończenie wycieczka na najdalszy północno-wschodni kraniec.

Zrobiłam zdjęcie mapy Teneryfy, żebyście mogli sie zorientować w terenie (wyszło, jak wyszło, lepiej nie umiem). Może powinnam była od tego zacząć, ale mi uciekło. Uwielbiam wszelkie mapy. Gromadzę szczególnie te, z rejonów, w których byłam, ale także te, gdzie chciałabym być :)

 DSCN2357.JPG

 

Mieszkaliśmy na samym dole, na południu, a trzeciego dnia wybraliśmy się na najdalszy północno - wschodni kraniec wyspy (ten cypel, ledwie widoczny). Tam znajdują się dzikie Góry Anaga. Piękne, ale niegościnne. Jedna wąska szosa prowadzi serpentynami po górskich zboczach, wzdłuż głębokich dolin ze wschodniego wybrzeża na najdalszą północ.

W pewnym momencie droga się rozwidla i zaczyna prowadzić granią (no, prawie), ale z prawej i lewej strony widać z okien samochodu morze daleko w dole. Nie wiadomo na co patrzeć, a przecież kierowca musi pilnować drogi, bo tam same zakręty! Widoki zapierają dech w piersi (szczególnie, gdy ma się lęk wysokości, jak ja). Ale z Moim choćby do piekła:)    

 20161214_134935.jpg

 

 20161214_135304.jpg

  To także góry pochodzenia wulkanicznego, tylko znacznie starsze niż masyw Teide, zdążyły nieco zwietrzeć.

Krętą szosą dotarliśmy w pobliże północnego wybrzeża. Punkty widokowe w zatoczkach szosy pozwalały na zrobienie zdjęć.20161214_140550.jpg

.

Teraz droga prowadziła w dół, w stronę skalistego wybrzeża.

Mijaliśmy wioskę Taganana, najdalej na północ wysuniętą osadę Teneryfy.

Czytając opis wioski doszłam do wniosku, że to jakaś atrakcja turystyczna. Ale wioska nie dba o turystów, nie zaprasza. Nie ma żadnych zachęcających reklam restauracji czy sklepów z pamiątkami , wręcz żadnego drogowskazu prowadzącego do centrum wioski, położonej, jak wszystko w górach, tarasowo na kilku poziomach stromo pod górę. Bardzo rozczarowana jechałam dalej, dokąd droga prowadzi.

20161214_140852.jpg

 

Zjeżdżaliśmy   niżej serpentynami ku wybrzeżu.20161214_142605.jpg

 Byliśmy już nisko, ale od tafli wody dzieliło nas kilkadziesiąt metrów.

20161214_150602.jpg

 

Szosa się skończyła. Dalej tylko szlaki piesze. Na końcu szosy, nad urwiskiem przycupnęła knajpka . Wypiliśmy smaczną kawę, zjedliśmy kiepskie lody i drewnianymi schodkami postanowiliśmy dojść do morza. W połowie drogi, po jakichś stu stopniach przeszła mi ochota(szczególnie, że słońce schowało się za wysoki nadbrzeżny masyw górski).  Tak tu sobie kontempluję widoki i wdycham morska bryzę :)

Do hotelu wracaliśmy przez lasy laurowe, wiecznie zielone. Stary szlak, trakt bity, którym w przeszłości poruszali się mieszkańcy tych północnych okolic w drodze do miasta Laguna, ustanowiono rezerwatem. Można tu posłuchać ciszy, czasem ptak zaśpiewa, można ponoć wszystkimi zmysłami chłonąć przyrodę. Nazwano ten rezerwat "Szlakiem zmysłów". Niestety, ja doświadczyłam tam przede wszystkim zimna. Nagle zrobiło się okropnie zimno  (z +12 st.?), na sukienkę letnią i brak rajstop, to zdecydowanie za zimno.

20161214_161737.jpg 

Tak wygląda Szlak Zmysłów w lesie laurowym. Z powodu zimna szybko  stamtąd  uciekliśmy.

Po drodze do miasta La Laguna trafiliśmy na rozległy widok na południe (czyli na całą wyspę).

20161214_160448.jpg

 

Na horyzoncie - jakżeby inaczej - Teide w czapie z chmur!

 

Dojechaliśmy na nizinę, do najstarszego miasta wyspy - La Laguna (a właściwie San Cristobal de la Laguna), obecnie w aglomeracji stolicy wyspy Santa Cruz de Tenerife. La Laguna w 1999 roku została wpisana na światową Listę Dziedzictwa UNESCO. Nadal było zimno i nadchodził zmierzch ( ok godz. 18.30 czasu hiszpańskiego). Przeszliśmy się wąskimi uliczkami - deptakami, których układ nie zmienił się od XVI wieku. Z tego zimna chciałam tylko "zaliczyć" miejscowość. Wiatr głowy urywał. Dawno tak nie zmarzłam, jak tam. Szybkie zdjęcia i powrót do hotelu na południu wyspy (a tu przyjemne +21 st. mimo nocy).

20161214_173044.jpg   

Katedra w La laguna - na centralnym placu Starego Miasta.

 

20161214_173831.jpg

 

Ostatni rzut oka na miasto (kościół Poczęcia - la Concepcion, najstarszy na wyspie). I powrót na południe autostradą nadmorską (ok 60 km, zaledwie) do hotelu.

I tak kończy się moja grudniowa kanaryjska przygoda. Chętnie bym tam jeszcze wróciła :)


Podziel się
oceń
0
5

komentarze (7) | dodaj komentarz

Teneryfa - wycieczki ciąg dalszy :)

czwartek, 29 grudnia 2016 19:20

Na dworze szaro - buro, nawet, jak zaświeci słońce, to niestety nie grzeje.

A ja mam już ma przenośnej pamięci dalsze zdjęcia z Teneryfy. Takie miłe wspomnienia. Aż trudno uwierzyć, że zaledwie dwa tygodnie upłynęły od tych letnich krajobrazów.

Obiecałam wam zdjęcia wulkanu i okolic. Wulkan El Teide, ten najwyższy szczyt Hiszpanii, góruje nad wyspą, widać go z każdej strony (tej niewielkiej w sumie) wyspy. Leży prawie w jej środku, więc to nic dziwnego.  Już dolatując do wyspy widać czapę z chmur, a z tej masy wyłania się olbrzym - Teide.

20161212_161625.jpg

 

Chcieliśmy dotrzeć jak najbliżej (jak najwyżej) szczytu. Pięknie utrzymane szosy prowadzą przez park narodowy wulkanu Teide, Wspinają się na wysokość prawie 2300m.n.p.m. Jeszcze tam śnieg nie leżał (a bywa), ale było już zimno - +6st.C zaledwie. Nie wychodziliśmy z auta. Po dawnych prehistorycznych wybuchach pozostała szeroka kaldera, widoczna z szosy.

20161213_172707.jpg

 

Krajobraz, trochę jak po odkrywce węgla brunatnego. Ale są bardziej księżycowe widoki:

20161213_172807.jpg

 

I szczyt wulkanu jest blisko i zasnuwają go chmury.

 

20161213_173905.jpg

 

Ale żeby nie chłodzić widokami pokażę wam piękne miasto na północnym wybrzeżu, miasto z tradycją - Orotava (powyżej słynnego kurortu Puerto de la Cruz , a na mapie poniżej)  Nie leży nad morzem, tylko na zboczu nadmorskim (na Teneryfie jest niewiele miejsc, z których nie widać morza), więc nie ma tłumów, a miejsce jest klimatyczne, z licznymi parkami i zabytkami.

20161213_152957.jpg

Miasto położone jest tarasowo.

 

20161213_160018.jpg 

To widok z położonych tarasowo ogrodów Królowej Sofii.

20161213_155318.jpg

 A Gwiazdy Betlejemskie czyli poinsetie rosną tu jako wieloletnie krzewy :)

 

20161213_152612.jpg

Zachwycił mnie drewniany rzeźbiony ołtarz w jednym z zabytkowych kościołów Orotavy.

20161213_155040.jpg

Jedna z ulic w centrum, jak widać tłoku nie ma.

Miasto zachowam w pamięci jeszcze z jednego powodu. Podróżowaliśmy wynajętym autem. Bardzo się obawiałam kłopotów z parkowaniem, brakiem miejsc i wysokich cen na parkingach. Faktycznie, w Orotavie na ulicachnie było gdzie szpilki wetknąć, auto przy aucie. Pojechaliśmy za znakami na parking P. Szlaban się elegancko podniósł przed maską wozu. Potem zamknął. Ale parkomatu brak. Niby coś jest, ale tylko klawiatura, na jakiś kod. Pytamy młodych ludzi, którzy wjechali tuż za nami, gdzie się płaci za ten parking. Okazało się, że sie nie płaci (?) A jak z niego wyjechać? Ach, wystarczy wpisać kod (łatwy do zapamiętania) :69 :). Okazało się, że to parking dla użytkowników pobliskiego fitness klubu. Ale bez stresu (sknerus ze mnie), spokojnie zwiedzilismy sobie urocze miasto Orotava. Oczywiście nie odmówiłam sobie smacznej wyjątkowo kawy, tradycyjnej cafe con leche ( z także tradycyjnym dużym, jak nasz podwójny, cukrem).  

Po powrocie do hotelu mogliśmy jeszcze popływać w basenie.

20161212_182311.jpg

;)

 

 I jeszcze na zakończenie dzisiejszej wycieczki nasz hotelowy westybul, który zrobił na mnie duże wrażenie :)

20161213_213511.jpg

 

Szklany sufit rozświetla wnętrze w dzień. Tu - widok z piętra.

CDN.:)

 


Podziel się
oceń
1
4

komentarze (8) | dodaj komentarz

Teneryfa ekspresowo :)

piątek, 16 grudnia 2016 19:10

Musiałam, no po prostu musiałam - do ciepła i słońca. Różne agencje turystyczne (już nie biura podróży, tylko pośrednicy usług turystycznych) zasypują moją skrzynkę mailową. Już się zorientowali, że trafili na "podatny grunt". Ja jestem wierna we wszystkim, więc znów skorzystałam z usług mojego ulubionego pośrednika (mimo wszystko nie będę ich bezpośrednio reklamować, a każdemu z osobna chętnie zarekomenduję). Wybierałam według mojego "klucza" - najokazyjniej (w moim, oczywiście, mniemaniu). Za tę (według mnie) okazyjną cenę polecieliśmy na 4 dni na Teneryfę, największą z Wysp Kanaryjskich. Mieszkaliśmy w eleganckim hotelu 4* Golf Plaza,  mieliśmy do dyspozycji "apartament" 56 m kw. z sypialnią, salonem, kuchnią i oczywiście łazienką (12 m kw. co najmniej). No i all inclusive, basen zewnętrzny i spa z basenem z  ciepłą wodą i różnymi wodnymi masażami (oczywiście skwapliwie korzystałam). Do tego hotel  znajdował się tylko kilka kilometrów od lotniska i bez problemu mogliśmy do niego dojechać autobusem publicznym i z powrotem na lotnisko w ciągu 10 minut, z małe pieniądze. Mieszkaliśmy na południowym krańcu wyspy. gdyby nie moja chęć zobaczenia "wszystkiego", to mogliśmy leżakować przy basenie, kapać się i sączyć drinki. Ale przecież przyjechałam zwiedzać, poznawać nowe. Każdy ma chyba jakieś wyobrażenie o miejscach, które zna tylko ze słyszenia. Ja też wyobrażałam sobie Kanary, Teneryfę, jako mniej lub bardziej tropikalne miejsce. W końcu te wyspy leżą na wysokości południowego Maroka. Fakt, było przyjemnie ciepło - w dzień codziennie świeciło słońce i solidnie grzało, spokojnie mogłam chodzić bez rajstop, w strojach bez rękawów, w sandałkach. W nocy też rewelacja +20 st., a zmierzch zapadał dopiero przed siódmą., czyli jeszcze dużo czasu mieliśmy do  "ciszy nocnej". Było świetnie, trochę krótko. Przydałby się jeszcze jeden dzień na odpoczynek po całodziennych wycieczkach ;).

Objechaliśmy wyspę od zachodu na północ i od wschodu na północ, przecinając ją także prawie przez środek z północy na południe, wspinając się szosą obok wulkany Teide na wysokość przeszło 2 tysięcy metrów !!  Teneryfa jest wyspą pochodzenia wulkanicznego (jak wszystkie z wysp Kanaryjskich).  Wulkan, wypiętrzający się prawie na środku wyspy jest najwyższą góra Hiszpanii - El Teide ma 3718 m.n.p.m, a od dna morza liczy  7,5 tys. metrów, a Teneryfa jest najwyższą wyspą Atlantyku i 10 najwyższą wyspa świata. Cała wyspa jest poprzecinana wysokimi pasmami górskimi pochodzenia wulkanicznego. Zbocza wulkanu Teide, uważanego za wulkan czynny (ostatni wybuch w 1909 roku) pokryte są zastygła lawą i skałami pochodzenia wulkanicznego: bazaltami pumeksami i obsydianami. Krajobraz księżycowy. Cała gleba wyspy wygląda jak "zaśmiecona", jakby ktoś wysypał tony żużlu na pobocza dróg. Roślinności na południu wyspy jest mało, wysuszone kolczaste krzaki, porosty, w "łaskawszych" miejscach opuncje i inne kaktusowate. Wrażenie nieprzytulności. Ale tam, gdzie człowiek  poświęcił  swój czas dużo pracy i dodał wodę wszystko rośnie przepięknie (hektary pól golfowych czynnych oczywiście cały rok). Na razie mam mało zdjęć, bo zapomniałam karty pamięci mojego aparatu (moja osobista karta pamięci jak widać też szwankuje). Na szczęście smartfon mojego A. ma pamięć prawie nieograniczoną i jak tylko do niej dotrę pokażę najpiękniejsze miejsca obejrzane przez nas na Teneryfie. Dziś tylko to, co mam. 

DSCN2320[1].JPG

 

Widok z naszego dużego balkonu. Z okna, jak obiecywali - widok na morze i basen :)

DSCN2322[1].JPG

To widok z trasy. Wypożyczyliśmy Seata Ibizę i śmigaliśmy po wyspie.

 

DSCN2328[1].JPG

To niezwykłe, ogromne klify na zachodzie wyspy : Los Gigantes .

DSCN2324[1].JPG

 

A to malutkie miasteczko Tamaimo wysoko na skale, podobnej do tej na zdjęciu. Tamtą skałę oddziela od miasteczka bardzo głęboki wąwóz. Ogólnie na Teneryfie stale się albo wjeżdża pod górę serpentynami, albo zjeżdża w dół . Prosta (w miarę) jest tylko główna autostrada wyspy, która jeszcze nie do końca tworzy pętlę (vuelta).

DSCN2335[1].JPG

 

A  to typowy kościółek w małym miasteczku po  zachodniej stronie wyspy.

 

DSCN2319[1].JPG

 

A tak wygląda z bliska "śmieciowa" gleba Teneryfy.

 

DSCN2337[1].JPG

 

I jeszcze widok na monumentalny wulkan Teide, widoczny z każdego (no prawie) punktu wyspy. Cdn.


Podziel się
oceń
0
2

komentarze (8) | dodaj komentarz

W środku Pirenejów

czwartek, 20 października 2016 22:30

 Między Francją i Hiszpanią, wciśnięta w pirenejskie doliny, otoczona wysokimi górami leży Andora, największe z małych państw Europy. Jej powierzchnie   to 468 km kw.,(to nieco mniej niż powierzchnia Warszawy), a liczba mieszkańców to 78 tys. Stolicą jest Andora la Vella. Państwo jest jedyne w swoim rodzaju, jedyne takie na świecie. To księstwo z dwuwładzą. W XIII wieku kataloński książę z  Urgell scedował prawa do Andory na biskupa Urgell. Drugim współwładcą był wówczas francuski książę Foix z drugiej strony Pirenejów (Andora leży w środku Pirenejów). Obecnie książętami Andory są  - po połowie:  wiceksiążę - prezydent Francji i wiceksiążę - biskup z hiszpańskiej miejscowości La Seu d'Urgell. Od 1993 roku Andora ma konstytucję i jest członkiem ONZ. Językiem urzędowym jest kataloński.

 

DSCN2164.JPG 

Jak widzicie, jest gmach parlamentu, jak tu mówią.

 

Andora nie ma swojej poczty, ale korzysta z usług poczt francuskiej i hiszpańskiej. A znaczki ma swoje:) Chciałam zrobić tatusiowi frajdę i przybić na andorskim znaczku stempel z Andory. Niestety, poczta francuska działa w stolicy jedynie do 13.30, a hiszpańska ledwie godzinę dłużej. Nie zdążyłam. Ale znaczek jest!

Andora jest tłumnie odwiedzana przez obcokrajowców przede wszystkim dlatego, że nie pobiera podatku od towarów (jak w tych sklepach bezcłowych na lotniskach i promach). W małej stolicy, na wąskich uliczkach , między górami, znajdują się sklepy największych  światowych marek odzieżowych i elektronicznych, są sklepy jubilerskie i z wyrobami  skórzanymi, a przede wszystkim z alkoholem i wyrobami tytoniowymi bez akcyzy.  Wszystko "okazyjnie", bo bez podatku, sporo tańsze  niż we Francji, Hiszpanii, czy nawet w Niemczech. A i tak drożej niż w Polsce ;) Sprawdziłam salon Intimissimi. U nas w czasie wyprzedaży jest jeszcze taniej. Nie pojechałam do Andory na zakupy. Chciałam zobaczyć to niezwykłe miejsce. W Andorze- stolicy jest kameralne Stare Miasto, z wąskimi uliczkami tylko dla pieszych, z domkami stłoczonymi pod skałami, z kawiarenkami, fontannami, kwiatami w oknach i na balkonach.

DSCN2173.JPG  

W nowszej części miasta stoi pomnik - duma Andorczyków: Pływający Zegar Salvadora Dali, podarowany miastu przez tego katalońskiego artystę. Za rzeźbą widać drugą dumę miasta -  Pont de Paris, nowoczesny most (mostek) przez małą rzekę, na prawie całej długości  w mieście zabetonowaną (boki i dno wylane betonem). Tam jednak, gdzie zamiast betonu są pierwotne głazy - są ryby! Jak one sobie z tym betonem radzą, czyżby się poza te kamienie nie wypuszczały?  

 DSCN2176.JPG

 

I jeszcze foto DSCN2180.JPG z widokiem na rzekę.

 Księstwo Andory, to przede wszystkim przepiękna dzika przyroda. W Informacji Turystycznej dostałam mapę kraju i informator. W tym malutkim państwie są 3 Parki Narodowe (oczywiście wysokogórskie, ze szczytami przekraczającymi 2700m.npm), jeden z nich wpisany na Listę Dziedzictwa UNESCO. Jest też specjalny obszar przeznaczony dla osób chcących wypocząć w naturze, ale bez alpinistycznego wyczynu, ze ścieżkami spacerowymi i rowerowymi -  "naturalanda", sa też oczywiście, ośrodki sportów zimowych z wyciągami narciarskimi i trasami zjazdowymi. A także rzeki, gdzie można spływać pontonami. To wiem z informatora. Piękna kraina. I jeszcze nie zdeptana przez turystów. Ach, mieć by tak troszkę więcej czasu (i pieniędzy). Świat jest taki ciekawy.

No to korzystając z tego czasu, który mieliśmy pojechaliśmy do nieodległej (od Lloret) Girony.  To także niezwykłe miejsce. To miasto, obecnie 80 tysięczne, ma ponad tysiącletnią historię. Zawsze leżało na styku, najpierw dwóch kultur (chrześcijańskiej i maurytańskiej), a potem  dwóch  księstw, dwóch państw. Girona słynie ze swojej Dzielnicy Żydowskiej, jednej z najlepiej zachowanych  na świecie. Dzielnica ta powstała tysiąc lat temu, a Żydzi opuścili ją w końcu XV wieku, kiedy to wygnano wszystkich Żydów z ultrakatolickiej Hiszpanii.

DSCN2194.JPG

 

DSCN2189.JPG

 

Oprócz Dzielnicy Żydowskiej (El Call) podziwiać można mury obronne z okresu rzymskiego, rozbudowywane oż do XVw., pięknie zachowane, okalające Stare Miasto.

DSCN2195.JPG

 

W mieście jest sporo zabytków gotyckich .

DSCN2196.JPG

 To Katedra, ta część ma tysiąc lat!

Nad niewielką rzeką Onyar uwagę turystów przyciągają malownicze domy , jak w Wenecji (jednak znacznie młodsze z XIX i XXw).   

DSCN2206.JPG

Po południu zaświeciło słońce i miasto wypiękniało. W tle dwie wieże: bliższa, to wieża Katedry, ta dalsza, to bazylika Sant Feliu, najstarszy kościół w mieście. Zdjęcie jest zrobione z mostu Eifla, tego od paryskiej Wieży. Wygląda, jak most kolejowy z czerwonej kratownicy i jest pieszą kładką przez rzekę. Nic specjalnego. Dopiero po fakcie dowiedziałam się, że to zabytek techniki. Dlatego brak zdjęcia mostu.

Na koniec jeszcze urocze kafelki z lokalu, w którym jedliśmy hiszpańskie zapiekanki.:)

DSCN2202.JPG  


Podziel się
oceń
1
78

komentarze (4) | dodaj komentarz

Piękna Costa Brava

czwartek, 13 października 2016 14:47

Patrząc za okno na tę dżdżystą zimną szarość aż sama nie mogę uwierzyć, że jeszcze w sobotę (czyli 4 dni temu) pływałam w Morzu Śródziemny. Ale tak było, pływałam. Co prawda zanurzałam się kilka minut przyzwyczajając rozgrzaną skórę do dość chłodnej wody (na moje ok +23 st), ale jak już się zanurzyłam, to żal mi było z wody wychodzić, tak przyjemnie się pływało.

 

DSCN2233.JPG

To na tej plaży plażowałam w sobotę.

 

Mieszkaliśmy w Lloret de Mar, na katalońskim Dzikim Wybrzeżu czyli Costa Brava. Miasteczko zabytkowe z kilkusetletnią historią, obecnie oczywiście  kurort rozrzucony wzdłuż wybrzeża  i wszerz na okoliczne wzgórza na  kilkanaście kilometrów. My mieszkaliśmy blisko głównej plaży, dawniej przystani łodzi rybackich i blisko zabytkowego centrum.

DSCN2147.JPG

Ten zameczek jest znakiem rozpoznawczym Lloret de Mar, chociaż to żaden zabytek, to prywatny obiekt (bo trudno to nazwać willą) w kształcie zamku (ale udatnie imituje gotyk).

DSCN2154.JPG

A to widok na plażę i miasto  spod zameczku czyli z pewnej wysokości. 

 

DSCN2146.JPG A to Ratusz w Lloret, po lewej widać morze. 

Mieliśmy też niedaleko do kilku mniejszych plaż, położonych w uroczych zatoczkach między stromymi klifami. Na skałach wytyczono ścieżki spacerowe i można było robić długie spacery "wspinaczkowe" raz w górę, raz w dół.DSCN2159.JPG

 

 

DSCN2225.JPG

 

 

DSCN2158.JPG

 

W bliskiej okolicy Lloret były też piękne parki - ogrody. Zwiedziliśmy dwa z nich : Pinia Rosa (w Blanes) i Ogród Św. Klotyldy.

Pierwszy z nich, to ogród kaktusów, wielka kolekcja dziesiątków gatunków i odmian różnych roślin sucholubnych - kserofitów. Zapewne w porze kwitnienia jest tam rajski ogród. Przecież kaktusy mają piękne kwiaty. Teraz o pięknych kwiatach   przypominała jedna roślina. Natomiast na opuncjach było mnóstwo owoców (i nikt ich nie zbierał).

DSCN2211.JPG

 

 

DSCN2213.JPG 

Ciekawy ogród, ale nie przepadam za kaktusami (do tego wstęp był drogi, bo nie uznano nas za Seniorów, czy jak tu piszą Jubilates, a my bardzo uczciwi przyznaliśmy się, że nie mamy jeszcze 65 lat).

 

Ogród Św. Klotyldy w Lloret, to zupełnie inny styl. W 1919 roku młody 28 letni właściciel postanowił założyć ogród w stylu ogrodów renesansowych. Pomogli mu w realizacji zamierzenia równie młodzi architekt i projektant ogrodów i rzeźbiarka(nazwisk nie pamiętam, ale zapamiętałam, że wszyscy troje dożyli - panowie 83 lat, a pani - 84 lat).

DSCN2232.JPG 

 

DSCN2228.JPG

 

 

DSCN2239.JPG

 

Bardzo przyjemne miejsce. 

Robiliśmy też dalsze wycieczki: do Barcelony - pociągiem wzdłuż morza, do Andory autokarem wycieczkowym i do Girony autobusem rejsowym. W Barcelonie byłam 2 lata temu z synem i opisałam ją wtedy na blogu (4 

 

DSCN2136.JPG

 

Czyściutka po remoncie, jak nowa. 

 

DSCN2140.JPG

 

Z bliska widać fantazyjne secesyjne kute balustrady balkonów.

I jeszcze symbol Barcelony - La Rambla, szeroka aleja w samym centrum, momentami z towarem, jak na Krupówkach, ale też z kawiarenkami i kioskami kwiatowymi. samochody jeżdżą po prawej i lewej stronie tego szerokiego deptaka.DSCN2111.JPG

 

Za tymi okazałymi budynkami po lewej stronie zaczyna się Dzielnica Gotycka czyli Barri Gotic. A po prawej, nieco dalej znajduje się fantastyczna, zabytkowa hala targowa :Targ Św. Józefa - La Boqueria, czyli Brzuch Barcelony.

DSCN2123.JPG

 

A wewnątrz raj dla łakomczucha, ale także radość dla oczu:

DSCN2124.JPG

 

DSCN2125.JPG

 

Nazw niektórych owoców nie znałam. Jedliście kiedyś flaszowca? Całkiem smaczny (nazwę sprawdziłam po powrocie do domu). 

 

DSCN2125.JPG

 

DSCN2126.JPG

 

Tu różne owoce morza.  Homary żywe, jeszcze się ruszały.

 

DSCN2128.JPG

 

Pięknie wyeksponowane wędliny. Myślałby kto, że są tu tysiące smaków. To pozór. Wszystkie te ekstra wędliny smakują jednakowo, a właściwie nie specjalnie smakują. Szynki surowe solone są przede wszystkim słone, bez żadnego aromatu. Kiełbasy typu salami, czy słynne chorizo - nadal słone i tłuste, trochę jak litewski kindziuk (ale ten ma aromat). To się nawet nie umywa do naszych wędlin, nawet nie zdajemy sobie sprawy, jaką smaczną mamy kuchnię. Jedyna wędlina, która mi tam smakowała, to był salceson, taki ,jak u nas, choć bez majeranku. podobnie rzecz się ma z owocami morza. Na przykład takie mule - małże w czarnych skorupach, gotowane. Skorupa wielkości podwójnego orzecha włoskiego, a wewnątrz mięsa(?) takiej gumowatej substancji jadącej rybą - jak jądro orzecha laskowego. Roboty z otwieraniem tych muszli kupa, a do jedzenia ledwie odrobinka. Podobnie z krewetkami. Wzięłam sałatkę z krewetkami, a tu duże krewetki , całe, w chitynowych pancerzach, mięsa w środku co kot napłakał, a roboty z dotarciem do tej odrobiny tyle, że odechciewa się jeść. Takie to egzotyczne smaki Hiszpanii, a właściwie Katalonii.

O potrawach serwowanych nam na kolację może jeszcze napiszę. Była to ciekawa podróż kulinarna.

W kolejnym wpisie napiszę o ciekawym Księstwie Andory i o Gironie, jednym z najstarszych miast Europy.


Podziel się
oceń
3
75

komentarze (7) | dodaj komentarz

piątek, 24 lutego 2017

Licznik odwiedzin:  2 288 360  

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728     

Archiwum

O mnie

Jestem żoną, matką, babcią i córką Jestem młodą (duchem) emerytytką i od niedawna mieszkam na wsi. Nadal mam swoje tajemnice i potrzebę odrobiny szaleństwa. Kocham poznawać nowe miejsca i nowych ludzi. Stąd moja obecność tutaj.

O moim bloogu

Z życia miejsko-wiejskiej emerytki

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2288360

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl