Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 239 765 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Azulejos koloryt Portugalii

środa, 15 marca 2017 20:57

Azulejo  (wym. portugalska to mniej więcej -azuleżu), to cienkie ceramiczne płytki - kafelki, pokryte nieprzepuszczalnym i błyszczącym szkliwem. Zd (obią kamienice, kościoły, wnętrza i ściany budynków wszelkich, są jednym z symboli Portugalii. A produkowane są już  od ośmiuset lat (także w Hiszpanii). Azul - to niebieski (po portugalsku i hiszpańsku) i te dawne płytki są zdobione na niebiesko. Ale azulejo znaczy płytka, kafelek i może mieć różne kształty, kolory i nawet różną fakturę. Są widoczne na każdym kroku w Portugalii. Jak piszą "zwiększają estetykę budynków".

DSCN2446.JPG

 

 

20170302_125524.jpg

 

 

 

20170301_113637.jpg

Czasem są to ogromne obrazy, złożone z setek małych płytek (ułożone, jak puzzle), czasem to wzory kwiatowe lub geometryczne, powtarzające się w podobnych sekwencjach. Przyciągają wzrok i zdobią :)

 

DSCN2518.JPG

 

Ten "obraz", to też mozaika, zabytkowe  azulejo na ścianie nowego (świeżo odrestaurowanego) muzeum. 

DSCN2520.JPG

 Jak się bliżej przyjrzeć, to widać na dole "obrazu"  spojenia kafelków, to są płytki mniej więcej 20x20 cm. Mozaika jest ogromna! 

 

Motywy azulejos są obecne w przestrzeni miejskiej: w parkach, w alejach spacerowych chodniki wyłożone są we wzory azulejo - z drobnych kwadracików jasnego marmuru i bazaltu (śliski nawet w suchy dzień, wszystkie chodniki w Lizbonie są wyłożone takimi drobną kostką marmurową).

 

20170301_181312.jpg

 

 

20170301_181838.jpg

 

Podobne wzory, tyle, że w kolorach występują na płytkach.

 

Pamiątki z Portugalii też są zdobione wzorami azulejo:

 

DSCN2493.JPG

 

 

DSCN2543.JPG

 

Malutki azulejo - magnes na lodówkę (magnesy, to moje pamiątki z podróży).

 

DSCN2489.JPG

 

Nawet papier pakowy ma wzory azulejos  :)

 

Gdy mi się zatęskni za Portugalią, to wrócę tu do niej jeszcze w zdjęciach. Nie pokazałam wam jeszcze najważniejszych zabytków (ze światowej listy UNESCO), które (ponoć) każdy turysta powinien zobaczyć. Ale to za jakiś czas. Teraz czas na wiosnę :)


Podziel się
oceń
1
3

komentarze (12) | dodaj komentarz

Na krańcach Europy - Lizbona , pierwsze wrażenie :)

sobota, 04 marca 2017 23:45

Są takie miejsca, że przyjeżdżasz i czujesz się, jak u siebie. Takie wrażenie towarzyszyło mi przez cały pobyt w Lizbonie. Wiadomo, że to piękne miasto. Pięknych miast widziałam już naprawdę sporo, ale Lizbona zapadła mi w serce. Z jednej strony elegancka, z rozmachem, z dziesiątkami placów i pomników - w niskiej części miasta, zaprojektowanej i powstałej po katastrofalnym trzęsieniu ziemi w 1755 roku (zginęło wtedy 60 tysięcy ludzi!, a miasto prawie przestało istnieć).

DSCN2502.JPG

 

To plac dom PedroIV, czyli króla Piotra IV, nazywany powszechnie przez 

lizbończyków Rossio.

DSCN2503.JPG

To widok z góry na ten plac.

20170302_151857[1].jpg

To placyk przy Avenida da Liberdade z pomnikiem ku czci bohaterów I Wojny Światowej.

 

Z drugiej strony - wąskie, kręte, niebogate uliczki najstarszej części miasta Alfamy, ocalałej podczas  owego tragicznego trzęsienia ziemi i równie wąskie (choć raczej proste) uliczki Dzielnicy Wysokiej (Bairro Alto). Oczywiście spacerowałam przede wszystkim po centrum, czułam ten luz , tę tolerancję, wolność. Tak, w Lizbonie spotykałam na ulicach znacznie więcej osób o czarnym kolorze skóry, niż w Warszawie. To Portugalczycy zapewne od paru już pokoleń, potomkowie mieszkańców byłych kolonii portugalskich w Afryce - Mozambiku i Angoli (także na Wyspach Zielonego Przylądka mówią po portugalsku). Natomiast nie było żadnych uchodźców z Bliskiego Wschodu (żadnych chust, hidżabów,kwefów), co widać wyraźnie w innych krajach Europy Zachodniej. Jeśli spotykało się osoby skośnookie, to byli to wyłącznie turyści z Azji. Czułam się w Lizbonie trochę, jak w szklanej bańce, oddzielona od codziennych spraw, międzynarodowych konfliktów, daleka od naszego powszedniego "sporu narodowego", swobodna, jak na innej planecie. Jak mieszkanka eleganckiego bogatego, beztroskiego świata, przez 4 dni :) Mieszkaliśmy w stylowym hotelu Lizbona Plaza 4*, w centrum, dwa kroki od reprezentacyjnej, centralnej alei Lizbony - Avenida da Liberdade (Aleja Wolności)  i były to "wysokie progi", do których na co dzień mi daleko. Ale granie roli bogatej turystki całkiem mi odpowiada  :) Uwielbiam to po prostu (dawno temu chciałam być aktorką).

20170301_095829[1].jpg

 

To nasz pokój Petit, niby mały, ale przytulny :)

 

20170303_100358[1].jpg

To jeden z kilku saloników wypoczynkowych w hotelu, klasa!

 Wykupiliśmy bilety 24h  (każdego dnia) i rozbijaliśmy się metrem, tramwajami i kolejką podmiejską, bez ograniczeń. Transport publiczny jest super. Na nic nie czeka się dłużej, jak 8 minut. Metro jest szybkie i niezawodne, a tramwaje są po prostu wzruszające i można dojechać nimi wszędzie w centrum i tam, gdzie metro nie dochodzi (stare, zabytkowe dzielnice w centrum i dzielnica Belem nad ujściem rzeki Tag).

 

DSCN2448.JPG 

Takie maleństwa - tylko jeden wagonik, mające już z 60 albo więcej lat, jeżdżą z fantazją po wąskich uliczkach Alfamy i dalej, aż na przedmieście Belem. (są też normalne współczesne tramwaje, wyglądają, jakby je wyprodukowano w fabryce w Bydgoszczy, ale to żadna atrakcja takimi jeździć).

20170303_120438[1].jpg

 

A tak wyglądał wagonik w środku. Ponoć kultowy jest tramwaj nr 12. Jeździ wokół Zamku (który wznosi się wysoko nad miastem, na jednym z siedmiu lizbońskich wzgórz), wspina się wąskimi uliczkami Alfamy  aż pod mury Zamku. Ale zapewniam was, że tramwaj nr 28 robi tę samą trasę wokół Alfamy i pod Zamek. Jechałam i jednym i drugim - bez różnicy :)

20170303_125839[1].jpg

 

To widok na Zamek  z platformy widokowej windy Santa Justa. Ta winda, to cud XIX- wiecznej techniki. Zbudował ją  inżynier (nazwiska nie zapamiętałam) uczeń Eiffela. Jedyna winda, działająca w pionie (czyli, jak normalna winda), która transportowała mieszkańców dzielnicy Baixa do Dzielnicy Wysokiej. Teraz jest to płatna atrakcja turystyczna (z 24-godzinnym biletem, bezpłatnie). 

 

DSCN2507.JPG

 

A wygląda to cudo tak, tu już schodzimy w stronę niskiej dzielnicy. Górne przejście prowadziło na ulice Bairo Alto. Tak duże są różnice poziomów między dzielnicami. Jeszcze trzy windy - elevadore wożą lizbończyków i turystów między dzielnicami w górę i w dół, ale są to raczej kolejki zębate, wagoniki elektryczne, podobne do tramwajów.

 

20170301_112013[1].jpg

 Tu elevador da Gloria.

Pogoda była niebanalna ;) Pierwsze dni pochmurno i dość ciepło +16 st, potem słońce na zmianę z chmurami, a ostatniego dnia, to wręcz co pięć minut zmiana pogody. Wchodziliśmy do metra na 2 przystanki - słońce. Wysiadaliśmy - ulewa! Wsiadaliśmy do (zabudowanej, bez okien) windy Santa Justa w słońcu - wysiadaliśmy na taras widokowy - deszczu. I tak co parę minut. W końcu na dłużej zaświeciło słońce, ale żegnając się z Lizboną na lotnisku znów pokropiło. Było już całkiem wiosennie. Stale  całkie ciepło, a w słońcu całkiem gorąco. Tam przecież nie ma mrozów ani nawet przymrozków, tam  dojrzewają cytrusy o liściach zimozielonych, rosną w parkach drzewa laurowe, też zimozielone, a także zielone palmy, więc dużo było tej zieleni w przestrzeni miejskiej . Na skwerach kwitną małe fiołki alpejskie, różne złocienie...

DSCN2453.JPG

 

A także bratki...

20170302_120644[1].jpg

A jak te bratki pachniały...: )

 

DSCN2449.JPG

 I bugenwilia

 

20170303_150451[1].jpg

  I morele...

 

DSCN2479.JPG

Fiołki alpejskie na Avenida da Liberdade. Te łyse drzewa, to platany, one dostaną liście najwcześniej w połowie kwietnia.Będzie tam wtedy cieniście:)

 

Było przyjemnie (no, pewnie na początku kwietnia będzie już całkiem zielono). Nie wyobrażam sobie zwiedzać Lizbony rozgrzanej letnim słońcem, gdy pali codziennie i temperatury dochodzą powyżej +30 st. Upały nie dla mnie.To tyle z pierwszego wrażenia. W następnym "odcinku" napiszę o okolicach Lizbony. cdn.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

Teneryfa - ostatnia odsłona :)

poniedziałek, 02 stycznia 2017 19:06

 

 Nowy Rok 2017 rozpoczęty! 

Zaczął sie słońcem, ale dziś znów szaro, buro i mży. Dziś kończę wspominanie słonecznej wyspy. Na zakończenie wycieczka na najdalszy północno-wschodni kraniec.

Zrobiłam zdjęcie mapy Teneryfy, żebyście mogli sie zorientować w terenie (wyszło, jak wyszło, lepiej nie umiem). Może powinnam była od tego zacząć, ale mi uciekło. Uwielbiam wszelkie mapy. Gromadzę szczególnie te, z rejonów, w których byłam, ale także te, gdzie chciałabym być :)

 DSCN2357.JPG

 

Mieszkaliśmy na samym dole, na południu, a trzeciego dnia wybraliśmy się na najdalszy północno - wschodni kraniec wyspy (ten cypel, ledwie widoczny). Tam znajdują się dzikie Góry Anaga. Piękne, ale niegościnne. Jedna wąska szosa prowadzi serpentynami po górskich zboczach, wzdłuż głębokich dolin ze wschodniego wybrzeża na najdalszą północ.

W pewnym momencie droga się rozwidla i zaczyna prowadzić granią (no, prawie), ale z prawej i lewej strony widać z okien samochodu morze daleko w dole. Nie wiadomo na co patrzeć, a przecież kierowca musi pilnować drogi, bo tam same zakręty! Widoki zapierają dech w piersi (szczególnie, gdy ma się lęk wysokości, jak ja). Ale z Moim choćby do piekła:)    

 20161214_134935.jpg

 

 20161214_135304.jpg

  To także góry pochodzenia wulkanicznego, tylko znacznie starsze niż masyw Teide, zdążyły nieco zwietrzeć.

Krętą szosą dotarliśmy w pobliże północnego wybrzeża. Punkty widokowe w zatoczkach szosy pozwalały na zrobienie zdjęć.20161214_140550.jpg

.

Teraz droga prowadziła w dół, w stronę skalistego wybrzeża.

Mijaliśmy wioskę Taganana, najdalej na północ wysuniętą osadę Teneryfy.

Czytając opis wioski doszłam do wniosku, że to jakaś atrakcja turystyczna. Ale wioska nie dba o turystów, nie zaprasza. Nie ma żadnych zachęcających reklam restauracji czy sklepów z pamiątkami , wręcz żadnego drogowskazu prowadzącego do centrum wioski, położonej, jak wszystko w górach, tarasowo na kilku poziomach stromo pod górę. Bardzo rozczarowana jechałam dalej, dokąd droga prowadzi.

20161214_140852.jpg

 

Zjeżdżaliśmy   niżej serpentynami ku wybrzeżu.20161214_142605.jpg

 Byliśmy już nisko, ale od tafli wody dzieliło nas kilkadziesiąt metrów.

20161214_150602.jpg

 

Szosa się skończyła. Dalej tylko szlaki piesze. Na końcu szosy, nad urwiskiem przycupnęła knajpka . Wypiliśmy smaczną kawę, zjedliśmy kiepskie lody i drewnianymi schodkami postanowiliśmy dojść do morza. W połowie drogi, po jakichś stu stopniach przeszła mi ochota(szczególnie, że słońce schowało się za wysoki nadbrzeżny masyw górski).  Tak tu sobie kontempluję widoki i wdycham morska bryzę :)

Do hotelu wracaliśmy przez lasy laurowe, wiecznie zielone. Stary szlak, trakt bity, którym w przeszłości poruszali się mieszkańcy tych północnych okolic w drodze do miasta Laguna, ustanowiono rezerwatem. Można tu posłuchać ciszy, czasem ptak zaśpiewa, można ponoć wszystkimi zmysłami chłonąć przyrodę. Nazwano ten rezerwat "Szlakiem zmysłów". Niestety, ja doświadczyłam tam przede wszystkim zimna. Nagle zrobiło się okropnie zimno  (z +12 st.?), na sukienkę letnią i brak rajstop, to zdecydowanie za zimno.

20161214_161737.jpg 

Tak wygląda Szlak Zmysłów w lesie laurowym. Z powodu zimna szybko  stamtąd  uciekliśmy.

Po drodze do miasta La Laguna trafiliśmy na rozległy widok na południe (czyli na całą wyspę).

20161214_160448.jpg

 

Na horyzoncie - jakżeby inaczej - Teide w czapie z chmur!

 

Dojechaliśmy na nizinę, do najstarszego miasta wyspy - La Laguna (a właściwie San Cristobal de la Laguna), obecnie w aglomeracji stolicy wyspy Santa Cruz de Tenerife. La Laguna w 1999 roku została wpisana na światową Listę Dziedzictwa UNESCO. Nadal było zimno i nadchodził zmierzch ( ok godz. 18.30 czasu hiszpańskiego). Przeszliśmy się wąskimi uliczkami - deptakami, których układ nie zmienił się od XVI wieku. Z tego zimna chciałam tylko "zaliczyć" miejscowość. Wiatr głowy urywał. Dawno tak nie zmarzłam, jak tam. Szybkie zdjęcia i powrót do hotelu na południu wyspy (a tu przyjemne +21 st. mimo nocy).

20161214_173044.jpg   

Katedra w La laguna - na centralnym placu Starego Miasta.

 

20161214_173831.jpg

 

Ostatni rzut oka na miasto (kościół Poczęcia - la Concepcion, najstarszy na wyspie). I powrót na południe autostradą nadmorską (ok 60 km, zaledwie) do hotelu.

I tak kończy się moja grudniowa kanaryjska przygoda. Chętnie bym tam jeszcze wróciła :)


Podziel się
oceń
0
18

komentarze (8) | dodaj komentarz

Teneryfa - wycieczki ciąg dalszy :)

czwartek, 29 grudnia 2016 19:20

Na dworze szaro - buro, nawet, jak zaświeci słońce, to niestety nie grzeje.

A ja mam już ma przenośnej pamięci dalsze zdjęcia z Teneryfy. Takie miłe wspomnienia. Aż trudno uwierzyć, że zaledwie dwa tygodnie upłynęły od tych letnich krajobrazów.

Obiecałam wam zdjęcia wulkanu i okolic. Wulkan El Teide, ten najwyższy szczyt Hiszpanii, góruje nad wyspą, widać go z każdej strony (tej niewielkiej w sumie) wyspy. Leży prawie w jej środku, więc to nic dziwnego.  Już dolatując do wyspy widać czapę z chmur, a z tej masy wyłania się olbrzym - Teide.

20161212_161625.jpg

 

Chcieliśmy dotrzeć jak najbliżej (jak najwyżej) szczytu. Pięknie utrzymane szosy prowadzą przez park narodowy wulkanu Teide, Wspinają się na wysokość prawie 2300m.n.p.m. Jeszcze tam śnieg nie leżał (a bywa), ale było już zimno - +6st.C zaledwie. Nie wychodziliśmy z auta. Po dawnych prehistorycznych wybuchach pozostała szeroka kaldera, widoczna z szosy.

20161213_172707.jpg

 

Krajobraz, trochę jak po odkrywce węgla brunatnego. Ale są bardziej księżycowe widoki:

20161213_172807.jpg

 

I szczyt wulkanu jest blisko i zasnuwają go chmury.

 

20161213_173905.jpg

 

Ale żeby nie chłodzić widokami pokażę wam piękne miasto na północnym wybrzeżu, miasto z tradycją - Orotava (powyżej słynnego kurortu Puerto de la Cruz , a na mapie poniżej)  Nie leży nad morzem, tylko na zboczu nadmorskim (na Teneryfie jest niewiele miejsc, z których nie widać morza), więc nie ma tłumów, a miejsce jest klimatyczne, z licznymi parkami i zabytkami.

20161213_152957.jpg

Miasto położone jest tarasowo.

 

20161213_160018.jpg 

To widok z położonych tarasowo ogrodów Królowej Sofii.

20161213_155318.jpg

 A Gwiazdy Betlejemskie czyli poinsetie rosną tu jako wieloletnie krzewy :)

 

20161213_152612.jpg

Zachwycił mnie drewniany rzeźbiony ołtarz w jednym z zabytkowych kościołów Orotavy.

20161213_155040.jpg

Jedna z ulic w centrum, jak widać tłoku nie ma.

Miasto zachowam w pamięci jeszcze z jednego powodu. Podróżowaliśmy wynajętym autem. Bardzo się obawiałam kłopotów z parkowaniem, brakiem miejsc i wysokich cen na parkingach. Faktycznie, w Orotavie na ulicachnie było gdzie szpilki wetknąć, auto przy aucie. Pojechaliśmy za znakami na parking P. Szlaban się elegancko podniósł przed maską wozu. Potem zamknął. Ale parkomatu brak. Niby coś jest, ale tylko klawiatura, na jakiś kod. Pytamy młodych ludzi, którzy wjechali tuż za nami, gdzie się płaci za ten parking. Okazało się, że sie nie płaci (?) A jak z niego wyjechać? Ach, wystarczy wpisać kod (łatwy do zapamiętania) :69 :). Okazało się, że to parking dla użytkowników pobliskiego fitness klubu. Ale bez stresu (sknerus ze mnie), spokojnie zwiedzilismy sobie urocze miasto Orotava. Oczywiście nie odmówiłam sobie smacznej wyjątkowo kawy, tradycyjnej cafe con leche ( z także tradycyjnym dużym, jak nasz podwójny, cukrem).  

Po powrocie do hotelu mogliśmy jeszcze popływać w basenie.

20161212_182311.jpg

;)

 

 I jeszcze na zakończenie dzisiejszej wycieczki nasz hotelowy westybul, który zrobił na mnie duże wrażenie :)

20161213_213511.jpg

 

Szklany sufit rozświetla wnętrze w dzień. Tu - widok z piętra.

CDN.:)

 


Podziel się
oceń
1
11

komentarze (12) | dodaj komentarz

Teneryfa ekspresowo :)

piątek, 16 grudnia 2016 19:10

Musiałam, no po prostu musiałam - do ciepła i słońca. Różne agencje turystyczne (już nie biura podróży, tylko pośrednicy usług turystycznych) zasypują moją skrzynkę mailową. Już się zorientowali, że trafili na "podatny grunt". Ja jestem wierna we wszystkim, więc znów skorzystałam z usług mojego ulubionego pośrednika (mimo wszystko nie będę ich bezpośrednio reklamować, a każdemu z osobna chętnie zarekomenduję). Wybierałam według mojego "klucza" - najokazyjniej (w moim, oczywiście, mniemaniu). Za tę (według mnie) okazyjną cenę polecieliśmy na 4 dni na Teneryfę, największą z Wysp Kanaryjskich. Mieszkaliśmy w eleganckim hotelu 4* Golf Plaza,  mieliśmy do dyspozycji "apartament" 56 m kw. z sypialnią, salonem, kuchnią i oczywiście łazienką (12 m kw. co najmniej). No i all inclusive, basen zewnętrzny i spa z basenem z  ciepłą wodą i różnymi wodnymi masażami (oczywiście skwapliwie korzystałam). Do tego hotel  znajdował się tylko kilka kilometrów od lotniska i bez problemu mogliśmy do niego dojechać autobusem publicznym i z powrotem na lotnisko w ciągu 10 minut, z małe pieniądze. Mieszkaliśmy na południowym krańcu wyspy. gdyby nie moja chęć zobaczenia "wszystkiego", to mogliśmy leżakować przy basenie, kapać się i sączyć drinki. Ale przecież przyjechałam zwiedzać, poznawać nowe. Każdy ma chyba jakieś wyobrażenie o miejscach, które zna tylko ze słyszenia. Ja też wyobrażałam sobie Kanary, Teneryfę, jako mniej lub bardziej tropikalne miejsce. W końcu te wyspy leżą na wysokości południowego Maroka. Fakt, było przyjemnie ciepło - w dzień codziennie świeciło słońce i solidnie grzało, spokojnie mogłam chodzić bez rajstop, w strojach bez rękawów, w sandałkach. W nocy też rewelacja +20 st., a zmierzch zapadał dopiero przed siódmą., czyli jeszcze dużo czasu mieliśmy do  "ciszy nocnej". Było świetnie, trochę krótko. Przydałby się jeszcze jeden dzień na odpoczynek po całodziennych wycieczkach ;).

Objechaliśmy wyspę od zachodu na północ i od wschodu na północ, przecinając ją także prawie przez środek z północy na południe, wspinając się szosą obok wulkany Teide na wysokość przeszło 2 tysięcy metrów !!  Teneryfa jest wyspą pochodzenia wulkanicznego (jak wszystkie z wysp Kanaryjskich).  Wulkan, wypiętrzający się prawie na środku wyspy jest najwyższą góra Hiszpanii - El Teide ma 3718 m.n.p.m, a od dna morza liczy  7,5 tys. metrów, a Teneryfa jest najwyższą wyspą Atlantyku i 10 najwyższą wyspa świata. Cała wyspa jest poprzecinana wysokimi pasmami górskimi pochodzenia wulkanicznego. Zbocza wulkanu Teide, uważanego za wulkan czynny (ostatni wybuch w 1909 roku) pokryte są zastygła lawą i skałami pochodzenia wulkanicznego: bazaltami pumeksami i obsydianami. Krajobraz księżycowy. Cała gleba wyspy wygląda jak "zaśmiecona", jakby ktoś wysypał tony żużlu na pobocza dróg. Roślinności na południu wyspy jest mało, wysuszone kolczaste krzaki, porosty, w "łaskawszych" miejscach opuncje i inne kaktusowate. Wrażenie nieprzytulności. Ale tam, gdzie człowiek  poświęcił  swój czas dużo pracy i dodał wodę wszystko rośnie przepięknie (hektary pól golfowych czynnych oczywiście cały rok). Na razie mam mało zdjęć, bo zapomniałam karty pamięci mojego aparatu (moja osobista karta pamięci jak widać też szwankuje). Na szczęście smartfon mojego A. ma pamięć prawie nieograniczoną i jak tylko do niej dotrę pokażę najpiękniejsze miejsca obejrzane przez nas na Teneryfie. Dziś tylko to, co mam. 

DSCN2320[1].JPG

 

Widok z naszego dużego balkonu. Z okna, jak obiecywali - widok na morze i basen :)

DSCN2322[1].JPG

To widok z trasy. Wypożyczyliśmy Seata Ibizę i śmigaliśmy po wyspie.

 

DSCN2328[1].JPG

To niezwykłe, ogromne klify na zachodzie wyspy : Los Gigantes .

DSCN2324[1].JPG

 

A to malutkie miasteczko Tamaimo wysoko na skale, podobnej do tej na zdjęciu. Tamtą skałę oddziela od miasteczka bardzo głęboki wąwóz. Ogólnie na Teneryfie stale się albo wjeżdża pod górę serpentynami, albo zjeżdża w dół . Prosta (w miarę) jest tylko główna autostrada wyspy, która jeszcze nie do końca tworzy pętlę (vuelta).

DSCN2335[1].JPG

 

A  to typowy kościółek w małym miasteczku po  zachodniej stronie wyspy.

 

DSCN2319[1].JPG

 

A tak wygląda z bliska "śmieciowa" gleba Teneryfy.

 

DSCN2337[1].JPG

 

I jeszcze widok na monumentalny wulkan Teide, widoczny z każdego (no prawie) punktu wyspy. Cdn.


Podziel się
oceń
0
10

komentarze (8) | dodaj komentarz

piątek, 28 kwietnia 2017

Licznik odwiedzin:  2 363 470  

Kalendarz

« kwiecień »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930

Archiwum

O mnie

Jestem żoną, matką, babcią i córką Jestem młodą (duchem) emerytytką i od niedawna mieszkam na wsi. Nadal mam swoje tajemnice i potrzebę odrobiny szaleństwa. Kocham poznawać nowe miejsca i nowych ludzi. Stąd moja obecność tutaj.

O moim bloogu

Z życia miejsko-wiejskiej emerytki

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2363470

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl