Bloog Wirtualna Polska
Są 1 278 192 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Trochę różności

niedziela, 07 stycznia 2018 15:39

Okres świąteczny za nami. Choinki teraz stoją w domach i na placach o wiele dłużej niż dawniej, kiedy to ubierało się choinkę w wigilijny poranek, a rozbierało w Trzech Króli (bo i tak już bardzo się sypała). Teraz dowolność. I dobrze.

W tym roku mieliśmy (i jeszcze mamy) choinkę własnej hodowli. Od kilku lat korzystamy z różnych "choinek" z naszego i taty ogrodu. Tato współpracując z nadleśnictwami miał do dyspozycji dziesiątki sadzonek świerków. A że nie wszystkie wykorzystał do doświadczeń, to je sadził (my też, mamy dzięki tacie długi i solidny żywopłot świerkowy, na wzór żywopłotów szwajcarskich). Oprócz świerków bywały tam też sadzonki jodeł, a nawet daglezji. Trochę trwało, a z malutkich sadzonek wyrosły zgrabne świąteczne drzewka. I tak sukcesywnie korzystaliśmy z tych wolnorosnących (czyli tych pojedynczych, nie żywopłotowych) na kolejne Święta. Niektóre drzewa rosły dalej w górę przez lata. W końcu zaczęliśmy im ścinać czubki z kilkoma gałęziami w charakterze choinki. Minęło znów trochę czasu i te większe drzewa pozbawione czubków - przewodników zaczęły prostować boczne gałęzie przekształcając je w przewodniki, czasem pojedyncze, czasem mnogie. W tym roku na naszą domową choinkę wykorzystaliśmy jeden (najokazalszy) z kilku konarów, nowych przewodników starej, wysokiej jodły (drugi, mniejszy wziął syn). W skupie może by ta choinka była przeceniona - krzywy pień, niesymetryczne gałęzie, ale w domku, ubrana w ozdoby, światełka i lametę "robi' za najprawdziwsza choinkę. I nie osypuje się tak jak zwykły świerk.   

 

DSCN2977.JPG 

 

A teraz jeszcze kilka zdjęć z Madery (specjalnie dla Ariadny). 

Grudzień, to pewnie nie jest najlepszy czas dla Madery, ale +20 st. (nawet +17 st), to i tak o wiele milej niż +5 u nas. I tam nawet rozpylona wilgoć w powietrzu i nawet silny wiatr, nadal ciepły, nie przeszkadzają. To dla mnie znacznie lepsze, niż upalne słońce i spiekota lata. Trochę szkoda pięknego oceanu, z którego nie można skorzystać (w wodzie o temp. +19 st. ja się nie zanurzam, za zimno), ale plaże są dość surowe, czasem to tylko zejście z metalowych pomostów do wody.

 

DSCN2931[1].JPG   

Ale w końcu to grudzień. Okolice St,Vicente, po północnej stronie wyspy.

 

DSCN2894[1].JPG

 

A tu naturalne baseny z płytką wodą, nagrzana nawet w grudniu. Porto. Moniz na najdalszym północno-zachodnim krańcu wyspy (w tej miejscowości znajduje się Akwarium Madery).

DSCN2901[1].JPG

 

Tu jedna z niezliczonych kotlin, dzielących górskie pasma, wypełniające szczelnie Maderę. Wyobrażam sobie, że oświetlone czerwcowym słońcem mogą zachwycać. Mnie droga pod górę stromymi serpentynami i takaż podróż w dół przyprawiała o zawrót głowy. Z boku zdjęcia widać bananowiec i drzewo avocado. Banany zaczynały dojrzewać, a avocado były w pełni dojrzałości (bardzo lubię i były to najtańsze owoce na Maderze - banany i avocado).

 

DSCN2906[1].JPG 

Tu widać dojrzałe owoce wyraźniej, rosną sobie dziko przy szosie :)

 

20171212_124930.jpg

 

A to przydrożny stragan z miejscowymi owocami, skrzynki wyładowane z "busa", ustawione na murku (kierowca siedzi w aucie). Myślę, że pomidory i ogóry u góry zdjęcia rozpoznajecie. W dolnym rzędzie kolorowe mango, a te " kartofle", to miejscowe kiwi, a obok, jak ogóreczki, to gatunek maracui, czyli passiflory, a po polsku męczennicy jadalnej, tzw. bananowej, w górnym rządku inne odmiany passiflory (pochodzącej z Ameryki Środkowej i Południowej). 

 

20171212_155529.jpg

 

A tu już handel na wskroś profesjonalny: artystyczne wręcz stoiska na starym bazarze w Funchal. Można tu dostać wszystko do jedzenia, co się uprawia, hoduje i łowi (wielka hala rybna) na Maderze i w wodach ją otaczających. Uczta dla oczu i nosa. Ale kupować nie warto - obdzierają naiwnych turystów ze skóry. Ale można popróbować, sprzedawcy sami proponują degustację rarytasów :)

Sama skusiłam się na jedną męczennicę, tzw. cytrynową, za 3 Euro !! Owszem, smaczna, ale to raptem trochę galaretkowatych pestek w twardej i niejadalnej skorupce (można długo przechowywać).  Potem, na tym przydrożnym bazarze, za 3 euro kupiłam 3 podobne, ale o innym smaku owoce.

DSCN2981[1].JPG

 

A tu maracuja w środku. Ta męczennica mnie też trochę zwykle męczyła, mój żołądek, a zwłaszcza jelita nie reagowały na nią dobrze;(

Na zakończenie jeszcze piękne kwiaty i piękne widoki, bo to bogactwo Madery.

 

20171210_141839.jpg

 

Bujne bugenwilie w rybackim miasteczku Camara de Lobos.

 

20171212_095237 (1).jpg

 

Funchal z okna naszego pokoju, po porannym deszczyku :)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

Szału nie było - Madera

poniedziałek, 18 grudnia 2017 21:18

Polska pogoda w końcu listopada tak mi dopiekła, że postanowiłam wzorem lat ubiegłych zmienić klimat na kilka grudniowych, przedświątecznych dni. W zeszłym roku dużo przyjemności dostarczył mi wyjazd na Teneryfę. W tym roku postanowiłam zrealizować dawne długoletnie marzenie i zobaczyć Maderę - wyspę wiecznej wiosny, jak ją nazywają. Zainspirowana pewną stroną turystyczną sama kupiłam przeloty i pobyt w 5* pensjonacie w stolicy wyspy - Funchal (czyt. Funczal).Wynajęłam jeszcze auto na sześciodniowy pobyt. Do Funchal dolecieliśmy bez problemów z Berlina (tu zostawiliśmy nasz samochód na parkingu). Do hotelu dojechaliśmy z lotniska też bez kłopotów, dzięki nawigacji w komórce. I od razu miasto Funchal (100 tys. mieszkańców) pokazało nam swoje strome oblicze. Czegoś takiego jeszcze nigdy nie spotkałam i się nie spodziewałam. Do hotelu wspinaliśmy się niekończącymi sie serpentynami, a ostatni odcinek pokonaliśmy kilkadziesiąt metrów w dół, na łeb na szyję. drogą szeroką (wąską) na jedno auto (oczywiście jednokierunkową). Mam lekki lęk wysokości i mimo zaufania do mojego osobistego kierowcy  na tym stromym odcinku piszczałam ze strachu i zamykałam oczy. Bo nasz pensjonat był pięknie położony nad miastem,  w połowie wysokości Monte, czyli Góry (to nazwa jednego z wzniesień i nazwa dzielnicy). Do centru miasta mieliśmy 2 kilometry, tylko nikt nie zaznaczył w przewodnikach, że to 2 km stromo w dół. Widziałam kiedyś filmik reklamowy, jak  auto osobowe (z tych o dużej mocy) wjechało na górę zeskoku skoczni narciarskiej. Jak czułam się podobnie wjeżdżając na jedynce wynajętą Pandą w pobliże naszego hotelu (potem trzeba było jeszcze kilkadziesiąt metrów zawsze zjechać).

 DSCN2933.JPG

 To wieczorny widok na miasto z okna naszego pokoju.

 

 

DSCN2934.JPG

 

To niezbyt piękny mur oporowy przed wejściem do hotelu. Powyżej nasz parking. Zdjęcie nie oddaje dokładnie tej stromizny. Ale to jedna z najbardziej stromych uliczek tej części miasta.

To właśnie tą uliczką, Caminho do Monte, suną z samej góry Monte pojazdy na płozach, takie sanie, zwane tutaj carreiros, a po angielsku - tobogan. Tak dawniej mieszkańcy zjeżdżali z góry do centrum nad morze. Teraz ta stara tradycja żyje, jako  atrakcja turystyczna. Pewnie nie ma się czego bać, bo nawet starsze (ode mnie) panie zjeżdżały w tych toboganach, ale mnie by taka jazda stresowała, ja tchórz jestem.

 20171213_134739.jpg

 To początek trasy ślizgu.Dwaj panowie stają z tyłu na płozach i hamują butami w razie potrzeby. No a ceny też niczego sobie :30 Euro za 2 osoby.  

 

I Madera cała jest taka stroma i trudna. 

 

20171213_112105.jpg

 

To makieta Madery z Muzeum Historii Naturalnej w Funchal. Prawie na środku wybrzeża, na najbardziej płaskim miejscu  powstało miasto Funchal. Widzicie, jak bardzo górzysta, poprzecinana głębokimi kotlinami jest ta wyspa.

Robiliśmy wycieczki na zachód, na północ, północny zachód i północny wschód wyspy. Wszędzie na wybrzeżu są miejscowości turystyczne. Ale do tych miejscowości dociera się zazwyczaj krętymi serpentynami z szos położonych na bardzo wysokich klifach nadmorskich. Albo tunelami, których powstało mnóstwo i które bardzo podniosły komfort podróżowania po Wyspie (w końcu w miarę po płaskim). Trafiłam na maderę w grudniu, czyli zimową porą. Nadal jest tu zielono i kwitnie wiele kwiatów i drzew. Jednak, gdy puszczę wodze wyobraźni i w miejsce kwiatów teraz uschniętych wyobrażę sobie pełnię kwitnienia, to z pewnością będzie to kwitnący rajski ogród.

 DSCN2951.JPG

Dziko sobie rosną wszędzie i kwitną.Jakiś rodzaj kaktusowatych.

 

Madera szczyci się swoimi atrakcjami świąteczno - noworocznymi.  Ponoć niektórzy turyści specjalnie przyjeżdżają tutaj dla tych akcji. Owszem, miła była ta świąteczna atmosfera, ale bez przesady, nasze jarmarki, czy Betlejem (jak nazywamy je w Poznaniu) są równie ładne, ciekawe, może nawet ładniejsze, a oświetlenie miast  bogatsze. Z cała pewnością oświetlenie i ozdabianie prywatnych domów. Tu prywatnie nie widać zbliżających się Świat. 

DSCN2947.JPG

 

Wielki Mikołaj wita gości jarmarku.

DSCN2942.JPG

Za kramami, na ulicy kwitnie tulipanowiec.

 

Głównym akcentem świątecznym Portugalczyków są żłobki. od malutkich przy domach jednorodzinnych, po okazalsze w sklepach, aż po bardzo rozbudowany na Jarmarku.

DSCN2943.JPG

 

DSCN2886.JPG

 

A to żłobek w jednej cafe, po północnej stronie wyspy.

 Tymi świątecznymi akcentami zakończę pierwszą relację. Mam mały kłopot ze zdjęciami. Gdy się z nim uporam wrócę i pokażę różne oblicza Madery. 

 

DSCN2910.JPG

Cdn.


Podziel się
oceń
3
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

Czas w końcu wrócić z podróży

sobota, 18 listopada 2017 23:25

Być tak blisko Luksemburga i nie zobaczyć? Nie mogłam ominąć takiej okazji. Wręcz taką okazję stworzyłam, wybierając taką drogę powrotną do kraju :). To największe z małych państw Europy. Do tej pory widziałam tylko Andorę i już wiem, że nawet malutkie państwo nie jest tak małe, jak by się wydawało (jak wynika z mapy). Powierzchnia państwa Luksemburg to 2586 km kw. To nieco więcej niż powierzchnia czterech Warszaw. A ludność tego Wielkiego Księstwa, to zaledwie 570 tys. w tym tylko 55,5% Luksemburczyków. Miasto Luksemburg, stolica , też jest niewielkie. 

Nie wiem, czego się spodziewałam po tym mieście, ale trochę nie tego, co zobaczyłam. Nie wiem czemu wyobrażałam sobie, że to będzie miasto - cukiereczek, z zabytkowym starym centrum, śliczne, jak z obrazka. Może wpływ na odbiór tego miasta miało jeszcze to, że miałam za zadanie doprowadzenie naszego auta do parkingu, drogowskazy kierujące nas na parkingi miejskie były niejednoznaczne. Przy próbie zaparkowania w podziemnym garażu, który okazał się prywatny uszkodziliśmy hamulec i zdenerwowanie się pogłębiło. W końcu dotarliśmy do ogromnego parkingu publicznego w środku miasta, ale cały czas nie dawała nam spokoju myśl, że musimy przed nocą dojechać na nocleg do Trewiru i czy uda nam się tam dojechać bez strat, a potem jeszcze 1000 km do Polski.  Z takimi myślami z tyłu głowy nie mieliśmy szans na zwiedzanie Luksemburga na luzie. 

 Wiedziałam, że luksemburska starówka jest wpisane  na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Więc wyglądałam tych "cudów". Nie widziałam. Może dlatego, że główny plac na przeciw Pałacu Książęcego był w remoncie  i panował na nim remontowy bałagan, jakieś folie, jakieś płoty, rusztowania i kurz. Gdzie te kamieniczki "jak w Disneylandzie"?  Owszem, Pałac Książęcy jest bardzo ładny, ale  jakby wciśnięty między inne kamienice, w wąskiej uliczce. Gdyby nie wartownik w budce ( jak przed pałacami w Kopenhadze i Sztokholmie), to nie poświęciłabym  mu szczególnej uwagi. 

 

Paryż 2017 223.jpg

 

 

Paryż 2017 224.jpg

 

Ze zdjęciem katedry też miałam kłopot: z każdej strony obudowana innymi domami.

Paryż 2017 221.jpg

 

To główny portal.

 

Paryż 2017 222.jpg

A od tyłu płot (ów remont) zasłania zbyt wiele.

 

Jeszcze raz przypomnę to ujęcie. Ta głęboka dolina `ze strumieniem na dnie dzieli miasto na dwie części, a spinają je baardzo wysokie mosty. Ten na zdjęciu nazywa się Viaduc.

 

ParyĹź 2017 216.jpg

 

Luksemburg, to najmniejsze państwo UE. Tu flagi Unii i flagi Luksemburga : czerwono-biało- niebieskie (od 1890 roku niepodległe księstwo, zakończenie unii personalnej z Holandią, stąd taka sama flaga).

Paryż 2017 218.jpg

 

To jeszcze jeden widok przez dolinę - na Most Adolfa (ponoć jest to tak popularne imię w Luksemburgu, że nawet Hitler go nie zohydził tutaj i nadawane jest nadal chłopcom).(zdjęcie robione pod słońce smartfonem, stąd kiepska jakość).

Zieleni jest w mieście sporo. Ale centrum nie jest szczególnie oryginalne, liczne uliczki - deptaki, ze sklepami dla bogatych (przeszło 112 tysięcy $ PKB na osobę, 166 banków), najdroższych światowych firm, restauracje, bistra, z ogródkami na ulicy. Jak w Goeteborgu chociażby (bo np. w Bordeaux podobne sklepy i butiki były na uliczkach pamiętających gotyk) 

 

Paryż 2017 228.jpg

 

Gdyby nie nazwy firm podobne zdjęcie mogłabym zrobić na deptaku chociażby w Gnieźnie.

 

Paryż 2017 225.jpg

 

Nie mam nic do szukania w takich miejscach, za wysokie progi...finansowe ;) Dla uspokojenia wypiliśmy kawę w kawiarnianym ogródku, nawet jakieś ciasto zjadłam (niby wypiek szefa, Włocha, ale nie zachowałam w pamięci smaku, widocznie był to wypiek taki sobie).  

Mam pewien niedosyt Luksemburga, ale nie tęsknię za nim.

 Natomiast  Trewir, to zupełnie inne wspomnienia. To miasto dla mnie wymarzone: niezbyt duże, z niebywałą przeszłością (przeszło 2 tysiące lat, udokumentowane w zabytkach), ze starym miastem, przytulne i piękne. Zauroczona jestem do dziś i chętnie znów bym tam pojechała, bo widziałam stanowczo za mało. 

To była taka miła niespodzianka. Nic o mieście nie wiedziałam, gdy rezerwowałam tam nocleg (poza tym, że urodził się tam Karol Marx). Byłam pewna, że to zabytkowe miasto i że na pewno zobaczę coś ciekawego, ale że jest aż tak szacowne i bogate w zabytki najwyższej klasy, to nie sądziłam. Spełniło moje oczekiwania z nawiązką. Czytając w hotelu historię miasta co chwilę wydawałam ochy i achy, tyle było w  historii miasta zwrotów  i zmian granic, że nie jestem pewna, czy Trewir (niem.Trier, fr.Treves, luks.Treier) jest niemieckim miastem (wiem, wiem, Lwów też jest ukraińskim miastem, a Szczecin polskim). Niemcy i tak szczycą się tym, że Trewir jest bodaj najstarszym miastem w Niemczech. Już w 16 w.p.n.e.była tu rzymska osada wojskowa Augusta Treverorum, w II w.n.e miasto- twierdzę rzymską otoczono murami miejskim. Jedna z bram miejskich, nie do wiary, zachowała się do naszych dni: Porta Nigra, czyli Czarna Brama .

 Paryż 2017 237.jpg

 

 

Paryż 2017 239.jpg   

Może ona i nie jest piękna, ale to świadectwo 2 tys. lat historii!! I nadal stoi!!

Zaraz za bramą  ( w stronę fotografującej, czyli mnie) zaczyna się Stare Miasto. A miasto w III i IV w.n.e. było miastem rezydencyjnym cesarzy rzymskich, zmarła tu Św. Helena, matka cesarza Konstantyna Wielkiego, on też często tu przebywał. Z tego okresu zachował się m.in. amfiteatr (nie widziałam) . Potem władali Trewirem arcybiskupi, potem było tu Święte Cesarstwo Rzymskie (narodu niemieckiego) aż do XVII w ! (wcześniej Stara Rzesza, cokolwiek to znaczy). W XIX wieku władali miastem Francuzi, potem, po Napoleonie Prusy (i za pruskich czasów urodził się tu w 1818 roku Karol Marx (o którym się tu pamięta). Po I Wojnie Trewir do 1930 roku był w granicach Francji. Wielkopolanie (czyli ja) powinni mieć Trewir we wdzięcznej pamięci - to właśnie tu 16 lutego 1919 roku podpisano Rozejm w Trewirze, na mocy którego strona niemiecka została zmuszona do podpisania układu rozszerzającego układ o zawieszeniu broni z listopada 18 roku o natychmiastowym przerwaniu walk w Wielkopolsce, kończąc tym samym Powstanie Wielkopolskie (które to powstanie wywalczyło Wielkopolskę dla Polaków).

Może też stąd mój sentyment do pięknego  Trewiru.

 

Paryż 2017 242.jpg 

Tu zaczyna się Rynek. Słońce jeszcze nisko, a to była już godz.11.!

 

Paryż 2017 251.jpg

 

 

Paryż 2017 240.jpg

 

A to widoki Rynku.

 

Paryż 2017 246.jpg

 

W drodze na Rynek rzut oka na Katedrę Św. Piotra (wpisana na listę dziedzictwa UNESCO).

 

Paryż 2017 254.jpg

 

Ma już tysiąc lat ( nasz poznański Zamek w stylu pseudoromańskim, mający lat 100, wygląda bardzo podobnie).

 

Paryż 2017 257.jpg

 

To przepiękny gotycki portal kościoła NMP, również wpisanego na listę dziedzictwa UNESCO. Ten kościół dobudowano do Katedry. I tak sobie trwają po sąsiedzku. 

I jeszcze słoniki w parkach Trwiru. Coś mi się kołacze w pamięci, o "niebywałym zjawisku", jakim było sprowadzenie do miasta, dawno temu(XVIII w.?) słonia, zwierzęcia, którego nikt do tej pory nie widział, ani nie potrafił sobie takiego cuda wyobrazić. Ale może ktoś z Was ma bardziej aktualne informacje?

 

Paryż 2017 235.jpg

 

W każdym razie ten słonik na skwerze niedaleko Porta Nigra był uroczy :)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (15) | dodaj komentarz

Nostalgicznie, okruchy Wielkiej Wojny

czwartek, 16 listopada 2017 12:46

Za oknem jesienna słota. Tak mnie wyrywa gdzieś w świat. Ale nic z tego. No, to sobie powspominam tamte ciepłe, wczesnojesienne dni na zachodzie Europy. 

 Z Paryża jechaliśmy prosto na wschód, w kierunku miasta Nancy, Oprócz nawigacji cały czas miałam mapę w ręce, bo po pierwsze uwielbiam mapy, a po drugie nie dowierzam nawigacji, głupia maszynka parę razy wprowadziła nas w błąd (Mojego, który skłonny jest wierzyć raczej mechanizmowi, niż mnie "kwalifikowanemu pilotowi wycieczek" i który za tę ufność musiał płacić spore pieniądze, bo zamiast drogi bezpłatnej nawigacja "wpuściła " nas na autostradę, we Francji koszmarnie drogą). Tym razem wybraliśmy skrót lokalną szosą, która miała nas doprowadzić pod luksemburską granicę. I doprowadziła :) To była piękna droga. Prawie zupełnie pusta, do tego zadrzewiona, a o tej porze roku, na początku złotej jesieni drzewa zachwycały kolorami. 

Paryż 2017 214.jpg  

I tak przez wiele kilometrów.

Po drodze mijaliśmy małe senne miejscowości. A w miejscowościach i przy drodze, co jakiś czas pomniki: obeliski z hełmami i karabinami. Przecinaliśmy też kilka razy rzekę Marnę. I wtedy do mnie dotarło, że jedziemy przez tereny działań wojennych z czasów I Wojny Światowej, że właśnie gdzieś tam stoczyły się największe bitwy tamtej wojny : bitwa nad Marną i bitwa pod Verdun. Co prawda rzeka Marna jest długa i działania wojenne miały miejsce bliżej Paryża, ale sama nazwa rzeki przywołała wspomnienia. A gdy drogowskazy zaczęły wskazywać Verdun (od naszej drogi 10 km), to czułam, że dotykam historii, że znalazłam się w miejscach, gdzie mój kochany dziadek Andrzej, wcielony do niemieckiego wojska, ogrywał kamratów Niemców w skata ("do gaci", jak wspominał), gdzie postrzelił się w łydkę, żeby wrócić do domu. A na tych polach teraz tak cicho było i pięknie. A w miejscowości Pont a Moussor  zobaczyłam z daleka na szerokim skłonie wzgórza nienaturalną biel. To były białe krzyże, setki krzyży - wielki cmentarz poległych pod Verdun (od lutego 1916 do końca roku 1916!). To już przeszło 100 lat , a pamięć wciąż trwa.

W owej Pont a Moussor wjechaliśmy na autostradę (bezpłatną tym razem) i po pół godzinie byliśmy już w Luksemburgu, w stolicy o tej samej nazwie.

 

Paryż 2017 216.jpg  

 

Paryż 2017 219.jpg

 

O Luksemburgu i Trewirze napiszę w następnym wpisie :)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Paris, Paris....Paryż subiektywnie i folderowo

sobota, 28 października 2017 12:16

Jest taki paryski walczyk, śpiewa go oczywiście Edith Piaf, w refrenie powtarza się osiem razy słowo "Paris". Nie znam francuskiego, nie wiem o czym jest piosenka, ale dojeżdżając do Paryża śpiewałam głośno i radośnie melodię bez słów i ten refren, na powitanie "stolicy świata". Nauczyłam się nawet francuskiego "rrr", żeby refren brzmiał po francusku ;)

Wiele miast można nazwać "stolicami świata", to moja "stolica świata". Zobaczyłam Paryż pierwszy raz 25 lat temu, gdy po okresie zamkniętych, w latach 80-tych, granic Polacy mogli zacząć poznawać świat. Wcześniej byłam tylko raz na tzw. Zachodzie, zachłysnęłam się Rzymem, świeżo po nauce włoskiego, w podróży poślubnej, wszystko było, jak bajka, lekko nierzeczywiste.

Paryż zwiedzałam sama, z planem i przewodnikiem w ręce, bez znajomości języka. Miasto - wyzwanie. Poradziłam sobie, miałam dużo radości z takiego poznawania miasta. Później byłam jeszcze raz w Paryżu z pierwszym chórem, tylko jeden dzień, ale przypomniałam sobie różne popularne miejsca.

Tym razem chciałam pokazać Paryż Mojemu, nie wyrażał wcześniej entuzjazmu, żeby pojechać  specjalnie do Paryża. Zaakceptował opcję zobaczenia Paryża "po drodze" do Polski. Mieliśmy 2 noclegi w Paryżu, ale tylko jeden dzień na zwiedzanie, cały i długi, ale tylko jeden. Musiałam zorganizować "japońskie" zwiedzanie miasta: podjechać, zobaczyć, zrobić zdjęcia i jechać dalej. Taki Paryż w pigułce, z największymi "hitami" . Ale zaczęliśmy bardzo kulturalnie, od Muzeum d'Orsay. To muzeum sztuki od drugiej połowy XIX w, do lat 20-tych XX w. Mój uwielbia Impresjonistów i bardzo chciałam mu ich pokazać. Nasz pobyt wypadł w niedzielę, więc turystów były wszędzie tłumy. Do muzeum kolejka była krótka, bilety do zniesienia (12 euro od osoby), a zbiory niesamowite, no i sam budynek bardzo ciekawy. To były dworzec kolejowy, piękny budynek z XIX wieku, kiedy dworce wyglądały, jak pałace.

Paryż 2017 146.jpg 

Sekwana dodaje uroku.

 

Paryż 2017 149.jpg

   

Prześliczny, oryginalny zegar dworcowy.  

Paryż 2017 156.jpg

 

Na parterze, w byłej hali dworcowej ekspozycja rzeźb. 

Na balkonie są sale z obrazami Van Gogha i Gauguine'a (ach ten francuski).

Impresjoniści są prezentowani na IV pietrze.

Paryż 2017 158.jpg

 

Od tego "Śniadania na trawie" Eduarda Maneta zaczął się Impresjonizm.

Z ostatniego pietra Muzeum rozciaga sie przepiękny widok na północny Paryż z bielejącą w oddali bazyliką Sacre-Coeur.

Paryż 2017 161.jpg

 

Paryż 2017 163.jpg

 

Tu widok na ciekawe balkony Musee d'Orsay i Luwr po drugiej stronie Sekwany. Luwr widzieliśmy tylko z zewnątrz, sławnej piramidy szklanej nie sfotografowałam, akurat była po wschodniej stronie, pod słońce.

Muzeum wycieńczyło mnie zupełnie niezrozumiale. Miałam wrażenie, że zasnę na stojąco. A przecież jeszcze cały Paryż na nas czekał. Musiałam się wzmocnić. Dobra kawa i paryski naleśnik z kremem z jadalnych kasztanów postawił mnie na nogi, byłam gotowa do dalszego zwiedzania. Z muzeum przeszliśmy kładką  dla pieszych przez Sekwanę i przez ogrody Tuileries doszliśmy do Placu Zgody ( Concorde). Na środku placu znajduje się starożytny egipski obelisk z Luksoru (23 m wysokości)), dar egipskiego kedywa dla króla Ludwika Filipa (1831r). 

Paryż 2017 171.jpg

 

Z Placu Zgody przeszliśmy Polami Elizejskimi do stacji metra przy Grand Palais ( to ważne centrum wystawiennicze). Stamtąd pojechaliśmy do La Defense - futurystycznej, nowoczesnej dzielnicy Paryża.

Paryż 2017 172.jpg

 

La Defense, to właściwie miasto - satelita Paryża. Tylko tu są wieżowce, w centrum miasta nie stawia się budynków wyższych niż 5 pieter (jedyny wieżowiec to Wieża Montparnasse). Mimo upływu lat (podobnie wyglądała 25 lat temu) nadal sprawia wrażenie dzielnicy z przyszłości, z innego wymiaru czasu.

 

Paryż 2017 178.jpg 

To sławny Wielki Łuk  (Grande Arche), który jest  de facto budynkiem. Przeczytałam, że mieści się w nim Fundacja Praw Człowieka. Ten Łuk stoi na osi Luwr - Łuk Triumfalny - La Defense. Został oddany do użytku w 1989 roku.

 

Paryż 2017 188.jpg

Widzicie? To widok z La Defense na Łuk Triumfalny na Placu Gwiazdy.

 

Paryż 2017 190.jpg 

Tu wszystkie budynki są ze szkła i stali. Jeden z wieżowców odbity w drugim :)

 

Z La Defense podjechaliśmy metrem na Plac Gwiazdy (l'Etoile) czyli plac De Gaule. Rozejrzeliśmy się, zrobiliśmy zdjęcia  i pojechaliśmy dalej.

 

Paryż 2017 197.jpg

 

Łuk Triumfalny, na cześć Napoleona, nawiązujący architekturą do budowli rzymskich. Pod Łukiem Grób Nieznanego Żołnierza. Na Łuk można wejść i podziwiać stamtąd panoramę Paryża (za 8 Euro) . 

My pojechaliśmy do Pałacu de Chaillot . Z jego tarasów rozpościera się wspaniały widok na Pole Marsowe - park  i na stojącą w nim Wieżę Eiffla.

ParyĹź 2017 208.jpg

Z tych tarasów nie można przejść bezpośrednio pod wieżę, bo poniżej płynie Sekwana, której z tarasów nie widać. Na dalekim planie złoci się kopuła Kościoła Inwalidów.

Naszym kolejnym celem była wyspa Cite na Sekwanie, najstarsza dzielnica Paryża, Dzielnica I ( my mieszkaliśmy w Dzielnicy XIX). 

Najlepiej rozpoznawalną budowlą tej dzielnicy jest Katedra Notre Dame. Na wyspie znajdują się też pozostałości pierwszego gotyckiego pałacu królów francuskich, do naszych czasów zachował się Pałac Sprawiedliwości, Conciergerie (od wieków średnich - więzienie), a na dziedzińcu gotycka kaplica pałacowa - Święta Kaplica. Widzieliśmy te budynki tylko z zewnątrz - kolejka zwiedzających była przeogromna. Z Conciergerie wieziono na szafot przeciwników rewolucji francuskiej, a potem także jej ideologów m.in Dantona i Robespierre'a. A szafot był ustawiony na Placu Zgody.

Paryż 2017 209.jpg

 

Widok z mostu Pont Neuf na Cite. Pont Neuf - nowy most, jest pierwszym i najstarszym mostem Paryża, powstał w 1604 r.

 

Paryż 2017 212.jpg

 

Notre Dame w popołudniowym świetle.

To był ostatni punkt zwiedzania. Zmierzch nadchodził, sił zaczęło brakować i do hotelu było daleko. Mieszkaliśmy w Ibisie, z dala od centrum (za to z bezpłatnym parkingiem). Przed nami było 400 km do kolejnego noclegu i następnego zwiedzania. Tyle udało mi się pokazać Mojemu. Może da się namówić na drugi raz? Tyle jeszcze ważnych i ładnych miejsc nie zdążyłam mu pokazać. 

W centru Paryża spotykaliśmy ludzi ze wszystkich stron świata, wszystkich ras i kolorów, turystów i "tubylców". To samo w metrze. A do hotelu jechaliśmy jeszcze autobusem spod stacji metra. I tu przeżyłam coś na kształt zaskoczenia. Weszliśmy do autobusu, pokazaliśmy bilet całodniowy, kierowca - Afro-Francuz (żeby było poprawnie politycznie). To norma. Ale w autobusie byliśmy jedynymi Białymi. Nie jestem rasistką, ale poczułam się trochę dziwnie, gdy oczy wszystkich pasażerów spoczęły na mnie. A może tylko tak mi się zdawało...?

Po drodze do domu zobaczyłam jeszcze miasto Luksemburg i Trewir (Trier). Przy okazji Wam o nich napiszę. 

P.s.

Niektóre fakty, daty i nazwy, nazwiska z historycznego mojego pierwszego przewodnika : "Paryż. Przewodnik turystyczny" Ossolineum 1992.  

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

piątek, 23 lutego 2018

Licznik odwiedzin:  3 062 903  

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728    

O mnie

Jestem żoną, matką, babcią i córką Jestem młodą (duchem) emerytytką i od niedawna mieszkam na wsi. Nadal mam swoje tajemnice i potrzebę odrobiny szaleństwa. Kocham poznawać nowe miejsca i nowych ludzi. Stąd moja obecność tutaj.

O moim bloogu

Z życia miejsko-wiejskiej emerytki

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 3062903

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Pytamy.pl