Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 239 765 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Pracowita ;)

sobota, 25 marca 2017 23:41

Ach, jaka ja ostatnio pracowita jestem, jak nie ja ;) I wcale nie wierzę, że to pdzięki  diecie bezcukrowej albo witaminie D (którą jadłąm ostatnie 2 tygodnie, żeby zużyć, żeby był porządek, za dużo tych pudełek w apteczce). Jest robota, to robię, nie ma - to sobie folguję ;) A co by nie powiedzieć - Święta coraz bliżej, a sił coraz mniej. Nie mogę zostawiać wszystkiego na ostatnią chwilę, więc działam w kuchni : wołowinę ugotowałam (1, 5 kg). Przekręciłam (elektrycznie), połowę zamroziłam, z połowy zrobiłam farsz na paszteciki i upiekłam te paszteciki, zamroziłam. Kupiłam udźce i łopatki  (przednie łapy) królika, ugotowałam, razem z odrobiną duszonego kurczaka i wątróbkami przekręciłam, doprawiłam, zrobiłam pasztet, upiekłam , zamroziłam. Udusiłam też łopatkę wieprzową i wątróbki z indyka, przekręciłam i zamroziłam. Bliżej Wielkanocy połączę z wołowiną i upiekę kolejny pasztet.  W międzyczasie  wyprałam i powiesiłam dwie pralki prania (na dworze, u nas piękne słońce od dwóch dni). Oczywiście codziennie robiłam normalny obiad (chociaż wczoraj zjedliśmy dopiero obiadokolację, bo załatwialiśmy sprawy w Mieście). Dziś zachęcona słonkiem podziałałam w ogrodzie: posiałam w końcu groszek zielony i posadziłam trochę dymki (w zeszłym roku cebula mi wyrosła piękna duża). Już wcześniej wysiałam rzodkiewkę, marchwi trochę i koperek. Zobaczymy, kiedy ruszą. dziś w nocy zimno znów - zapowiadają -1 st. Posiałam też trochę jednorocznych kwiatków, z tych niekłopotliwych: maciejkę, ostróżeczkę, tytoń. Te u mnie same się sieją i zawsze rosną, ale chcę je mieć w określonym miejscu i jak najwcześniej. Zobaczymy.

A na wieczór zrobiłam jeszcze obiad na jutro (gar pomidorowej na rosole wołowym, tym od wołowiny na pasztet i gulasz wołowy). Jutro spotykam się z wnusiami, idziemy w plener, a potem razem z moim tatą i Najmłodszym będziemy u nas jeść obiad. No i na koniec upiekłam szybki placek z agrestem (agrest z zaprawy), nie dla mnie, ale przecież moi Bliscy nie mają diety ;)  

DSCN2549.JPG

Placek świeżo wyjęty z pieca :)

 

A teraz przed snem poczytam sobie trochę: kryminał słowackiego autora Dominika Dana -"Zapisane na skórze", z ciekawymi bohaterami, bez brutalności, z zagadką kryminalną (a nawet dwiema) i z poczuciem humoru. Tak, jak lubię :)  Miłej niedzieli dla wszystkich ! :)


Podziel się
oceń
0
1

komentarze (12) | dodaj komentarz

Kwestia wyboru

środa, 15 lutego 2017 14:32

Całe życie podejmujemy jakieś decyzje, codziennie, co chwilę. Wybieramy. od spraw błahych (co dziś zjeść na śniadanie), po całkiem ważne i poważne. Od naszych wyborów zależy nasza codzienność i nasza przyszłość, nasze dobre samopoczucie, nasz dobrostan. Wybieramy świadomie i podświadomie, z namysłem i bez zastanowienia. A przecież wybierając bierzemy (albo powinniśmy brać) odpowiedzialność za skutki tych decyzji. Niby nie ma sensu zastanawiać się, co by było gdyby...Ale na pewno zadajemy sobie takie pytania, fantazjujemy o równoległej rzeczywistości. W podstawówce robiono nabór uczniów, którzy mieli wystąpić w przedstawieniu operowym, w naszej Operze. To był nabór utajniony, uczniowie o nim nie wiedzieli. To nauczycielki muzyki na lekcjach prosiły wybranych uczniów o zaśpiewanie dowolnej piosenki. Ja też miałam sobie wybrać, co chcę zaśpiewać. Wybrałam ambitną trudną piosenkę, bo chciałam być "lepsza" od koleżanek śpiewających "zwykłe" pioseneczki. I posypałam się, a nie popisałam. Dobrze mi tak, trzeba było zaśpiewać to, co umiałam najlepiej. Dopiero po roku chyba, gdy operę już wystawiono, a parę osób z naszej szkoły zostało szkolnymi gwiazdami, dowiedziałam się od mojej wychowawczyni (z którą czasem wracałam pieszo do domu, bo zwykle jeździłam tramwajem 5 przystanków), że mnie przecież też przesłuchano, ale uznano, że nie sprostam zadaniu, że jestem zbyt dziecinna (miałam 11 lat) i lekkomyślna. Ach, jak mi było żal tej szansy, szansy na występ na scenie Opery i szansy na popularność szkolną. Cóż, widocznie tak miało być, nadal miałam być szara myszką, brzydkim kaczątkiem ,które nie wiedziało, że będzie łabędziem, nie wierzyło w to. Później nauczyłam się rozpatrywać różne "za" i "przeciw" swoich decyzji. Ale przecież każdy popełnia błędy. Możliwość wyboru, podejmowania decyzji, to według mnie prawdziwa istota wolności. Człowiek, który jest zbyt słaby, zbyt lękliwy, czy zbyt leniwy, żeby samemu decydować o sobie, jest człowiekiem zniewolonym. Jak to wygodnie nie podejmować decyzji, niech inni za mnie myślą, niech decydują za mnie, ja już nie muszę. Nie mieć własnego zdania, zgadzać się na wszystko, wykonywać polecenia, bierność. Wrr, ja jestem krnąbrna (piękne słowo), przekorna i niepokorna. Czasem nie mamy wyboru, miotamy się, jesteśmy bezradni (powiadają filozofowie, że zawsze jest jakiś wybór,ale wybór mniejszego zła jest kiepskim wyborem).

Ale dość filozofowania. Nic się ważnego nie stało. Popełniłam parę drobnych błędów w błahych wyborach. Kosztowało mnie to trochę czasu i biegania, ale nawet pieniędzy nie straciłam (zamroziłam jedynie). Teraz przede mną kolejne wybory, siedzenie w internecie i szukanie rozwiązań. Ale mam ten swój luksus, że mogę wybierać. Obym jak najdłużej była panią swej woli.

20170213_173524[2].jpg 

Buciki kupiłam, bo mnie zanęciły, a potem oddałam. Źle wybrałam. Jak będę miała dużo czasu na decyzję - kupię te właściwe.


Podziel się
oceń
0
14

komentarze (10) | dodaj komentarz

Temat - poprawianie urody

niedziela, 22 stycznia 2017 23:14

 

 Jutro, czyli w poniedziałek idę do kosmetyczki, a właściwie do Miejskiego SPA. Bo to będzie jakiś zabieg extra. Mała wyprawa, bo muszę jechać do Miasta. Gdy byłam młodsza i gdy mieszkałam w Mieście, to dość często chodziłam do kosmetyczki. Miałam nawet swoje panie kosmetyczki. Oczyszczałam cerę, robiłam masaż, manicure (pierwszy raz chyba w czasach liceum), pedicure, jakieś maseczki - oczywiście, mnie robiono. Po przeprowadzce na wieś także znalazłam w Miasteczku  fajną kosmetyczkę. Ale w pewnej chwili stwierdziłam, że nie będę cudować, kosmetyczka mi lat nie ujmie, a ja mam prawo do swojego wieku i swojego wyglądu. Ciążenie ziemskie, czyli grawitacja działa na każdego. I im dłużej działa, tym wyraźniejsze ślady pozostawia, nie tylko na twarzy - tzw. zmiany grawitacyjne. I tak nie jest źle, kto mnie zna, ten wie. Czyli uznałam, że te wszystkie maski algowe, porcelanowe i co tam jeszcze nie wymyślili, dobre są, ale może dla młodszych. Owszem, można poprawić koloryt skóry, rozjaśnić, oczyścić, nawet napiąć na parę godzin. Ale wolę pieniądze przeznaczyć na inne przyjemności. Bo u kosmetyczki przyjemność sprawia mi tylko masaż. Jestem, jak kot, lubię być miziana. Chociaż zupełnie nie wierzę w poprawę urody dzięki temu. Co innego poprawa nastroju. Ta - murowana :) Gdy chcę mieć piękne paznokcie idę na manicure. A przed latem i po lecie idę na pedicure, dla urody akurat, bo ze stopami problemów nie mam. Efekt tych zabiegów jest natychmiastowy (tak z resztą, jak makijaż profesjonalny, który miałam zrobiony raz - 30 lat temu).Skąd więc to wyjście do kosmetycznego SPA? To gwiazdkowy prezent od dzieci. To już kolejny kupon upominkowy do tego SPA (poprzedni na Dzień Matki). Wiem, mniej więcej, co mnie czeka i już się cieszę na pełny relaks. Urody nie poprawię, młodsza nie będę, ale 1,5 godziny tylko dla siebie - cenne. 

A wy? Jakie macie doświadczenia z "poprawianiem urody"?

P.S. Czasem odczuwam potrzebę odpowiedzi na wasze komentarze. I czasem nawet odpowiadam ;) Tylko tu na bloogach wp. nie ma takiej opcji "odpowiedz", no i mam taką wątpliwość, czy jak ktoś tu do mnie zajrzy raz, to czy zajrzy jeszcze raz, jeśli z reguły odpowiedzi nie było? Postaram się odpowiadać na komentarze częściej niż dotychczas. Nie obiecuję, że odpowiem na każdy komentarz i że będzie to zaraz. Dość nieregularnie zaglądam na swój (i inne) blog (-i). I ten czas! Dziewczyny, kiedy macie czas odpowiadać na wszystkie komentarze? No i jeszcze układ komentarzy - najnowsze są pierwsze. A muszę odpowiedzieć hurtem, jeden po drugim, bo nie mam opcji odpowiedzi pod konkretnym komentarzem. Zobaczę ja  i wy, jak to wyjdzie.


Podziel się
oceń
1
21

komentarze (19) | dodaj komentarz

W czym do opery?

wtorek, 10 stycznia 2017 20:02

Zainspirowana przez Halinkę zaczęłam sobie przypominać, jak ludzie ubierają się do opery. Podczas poprzednich spektakli (rok, dwa lata temu), na spektaklach "powszednich" widywałam ludzi w strojach "z ulicy". Zwłaszcza młodzi nie zawracali sobie głowy strojem: jakieś dżinsy, koszula w dużą kratę, jakieś swetry, nic szczególnego (unisex). Ale byli też tacy, dla których wyjście do opery było małym świętem, co podkreślali wizytowym strojem. Ostatnio miałam okazję być w ciągu miesiąca 2 razy w naszej operze (niebywałe), na występach dość szczególnych, więc i widzowie może byli szczególnie przygotowani? Bo najpierw był wieczór kolęd, a teraz karnawałowa operetka Straussa, której premiera odbyła się w Sylwestra i zagrano  jedynie 4 spektakle i koniec, do przyszłego karnawału (dziwne, prawda?). Mamy pełną wolność wyboru stroju i pełną demokrację w tym względzie. A jednak widzowie przyszli na wydarzenie :). "Zemsta Nietoperza" nie była tanim spektaklem, była spektaklem premierowym pełnoobsadowym - soliści, chór, balet, pełna orkiestra, więc i bilety nie były tanie (100-250 zł) (ja byłam zaproszona przez przyjaciółkę - artystkę opery). To oczywiście są i tak bardzo tanie bilety  w porównaniu do cen w operach i teatrach na świecie (np. w Berlinie są podobne nominały, w Euro). Ci, którzy wybrali się w karnawałową sobotę do opery - najwyraźniej przyszli "z wizytą".  I stroje były najróżniejsze, ale jednak mniej lub bardziej wizytowe. Siedziałam obok pana w czarnym garniturze, białej koszuli i muszce. Natomiast na dostawce w naszym rzędzie siedział pan w szarawej sztruksowej marynarce i koszuli w jakąś kolorową kratkę, pan, na oko, pod pięćdziesiątkę (może na co dzień nie nosi marynarek i innej nie posiada?). Jednak wśród panów dominowały, mimo wszystko, garnitury lub ciemne marynarki, jasne koszule i krawaty. Nie widziałam żadnych dżinsów, ani flaneli. Panie mają znacznie większe możliwości i wybór. I skwapliwie z tego korzystały. Od sukni wizytowych do pół uda, po grzeczne sweterki, od złotych szpilek po dość ciężkie botki. Sukienek dużo, najróżniejszych, ale nie widziałam żadnej długiej sukni.Były spodnie wizytowe i długie spódnice, bluzki cieniutkie i żakiety, dużo czerni, ale też czerwień, zieleń, srebro i złoto. Dużo złota na szyjach i w uszach pań, łańcuszki, łańcuchy, wisiorki, broszki, także sporo pereł (sama miałam). Było też sporo szali ozdobnych, ale raczej na rękach, bo, przy zapełnionej do ostatniego miejsca widowni,  w operze było bardzo ciepło (ponoć 24 st.). Nie rzucił mi się w oczy nikt, kto wydawałby się "niestosownie ubrany". Nikt nie raził, nikt nie odstawał. Może też dlatego, że widownię stanowili ludzie dojrzali i nieliczne dzieci, a młodzieży nie było prawie wcale? Ja miałam na sobie ciemnoczerwoną cienką bluzeczkę z haftem, sznur (-ek) pereł (z Bali), czarną spódniczkę za kolano , czarne cieliste rajstopy i krótkie czarne botki na obcasie. Czułam się ubrana odpowiednio :). I jak wiecie - miło spędziłam czas.

W teatrze będę wkrótce, to też zreferuję, jak się chodzi ubranym na "codzienne" spektakle.:)

 

002.jpg

 


Podziel się
oceń
2
13

komentarze (9) | dodaj komentarz

piątek, 28 kwietnia 2017

Licznik odwiedzin:  2 363 456  

Kalendarz

« kwiecień »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930

Archiwum

O mnie

Jestem żoną, matką, babcią i córką Jestem młodą (duchem) emerytytką i od niedawna mieszkam na wsi. Nadal mam swoje tajemnice i potrzebę odrobiny szaleństwa. Kocham poznawać nowe miejsca i nowych ludzi. Stąd moja obecność tutaj.

O moim bloogu

Z życia miejsko-wiejskiej emerytki

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2363456

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl