Bloog Wirtualna Polska
Są 1 269 942 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Gdzie te grzyby?

sobota, 09 września 2017 20:06

Po deszczowym tygodniu i po dwóch cieplejszych dniach miałam nadzieję na wysyp grzybów. w okolicznych lasach. Nie mam doświadczenia w zbieraniu grzybów w okolicy. Tutaj nigdy nie było grzybów (jakieś sowy owszem i parę podgrzybków na krzyż). Więc pojechaliśmy do dużego lasu na rekonesans. I rozczarowanie. Grzybów brak. I nie mam na myśli tylko grzybów jadalnych. Nawet psie grzybki trafiały się z rzadka.  Chodziliśmy 2 godziny po różnych częściach lasu i znaleźliśmy 3 podgrzybki, 7 kurek i jedną sowę (imponującą - 30 cm średnica kapelusza i ok 40 cm noga, istny parasol). Bardzo mnie takie bezproduktywne chodzenie po lesie znużyło. Może gdybym lepiej się znała na surojadkach (łac.russula!), to grzybów byłoby więcej, widziałam kilka żółtych (tzw. brudnożółte są jadalne) i ciemnoczerwonych (też jadalne), ale jakoś odwagi mi zabrakło  i pewności.

W końcu zaczęłam zwracać uwagę nawet na muchomory, bo i te pojawiły się w jakimś zagajniku: białoszare, zielonkawe i czerwone, oczywiście.

 

20170908_123358[1].jpg

 

Takie trawsko było w tych wszystkich lasach wczorajszych.

 

Zagotowałam wczoraj tę garstkę z myślą o sosie grzybowym na dzisiejszy obiad.

Dziś piękna pogoda "uwiodła" nas  na ogród mojego taty. I tam bez szukania znalazły się same 4 maślaki i jeden podgrzybek, na trawniku, w środku ogrodu . Taka siurpryza :) Dodałam te grzybki do tych wczorajszych i całkiem spora porcja się zrobiła. A przynajmniej nie narobiłam się przy czyszczeniu . Bo miło się zbiera (kiedy jest co), ale potem bardzo nie lubię tego oczyszczania (szczególnie wilgotnych grzybów).

Czy uważacie, że na grzyby trzeba się wybierać skoro świt? Czy to chodzi tylko o to, że "kto pierwszy, ten lepszy"? Jeśli grzyby są, to nikt nie jest w stanie wyzbierać wszystkich grzybów w szerokim lesie. A jeśli zbiera się grzyby w odludnych miejscach, to pora zbierania chyba nie gra roli? (to mówi śpioch, który nigdy nie wstaje "skoro świt").

 

 


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (17) | dodaj komentarz

Goście, goście :)

środa, 19 lipca 2017 14:02

 

 Latem na wsi nie można się nudzić, nawet jeśli mieszka się "w środku niczego", jak mi się często wydaje. Jest ogród i jest cisza i spokój (kiedy nic się nie dzieje). Rodzina, przyjaciele, znajomi odwiedzają nas na naszej wsi. A ja cieszę się i staram się być najlepszą panią domu i gospodynią. Lubię gości, lubię, gdy coś się dzieje. Ale czasu mam dla siebie niewiele, dla internetu i blogów jeszcze mniej... Więc proszę wybaczyć mi brak odwiedzin . Poprawię się ;) jak tylko znajdę czas wrócę tu i poodwiedzam wszystkich znajomych :) 

A na razie - wspaniałego lata wszystkim życzę !

 

20170719_135606[1].jpg

 

Obiecane morelki: jeszcze parę dni i będą do zerwania, na razie cieszą oczy :)

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

"Dwie Drogi"- śpiewająco w teatrze :)

sobota, 27 maja 2017 23:48

Święto, doprawdy - byłam w teatrze! A zostałam do tego prawie przymuszona ;) Na pytanie dzieci, co chcę na Gwiazdkę, powiedziałam, że nic materialnego mi nie potrzeba. No to dostałam prezent duchowy - 2 karnety do naszego Teatru Nowego, ważne pól roku. W sumie nie pociaga mnie teatr, nie czuję potrzeby bezpośredniego kontaktu z aktorem (z resztą do kina też chodzę zupełnie sporadycznie i żeby się rozerwać, dramaty, tragedie nie interesują mnie, nie znoszę płakać publicznie, a tak reaguję często, więc nie).  Mój jest racjonalny do bólu mąż od razu stwierdził, że mam sobie iść do teatru z koleżanką albo sam dwa razy. To już mi się całkiem odechciało. Przejrzałam repertuar i  nic mnie nie zachęciło aż do kwietnia. Od kwietnia są "Dwie drogi" - recital pieśni i ballad rosyjskich w wykonaniu Andrzeja Lajborka, poznańskiego aktora mojego pokolenia. Rosyjskich pieśni, ballad, romansów i piosenek mogę słuchać zawsze, łaskawie nawet po polsku. I Mój też. Więc zamieniłam karnety na bilety i wczoraj poszliśmy na ów spektakl, który odbywał  się na Trzeciej Scenie (oprócz Sceny Głównej jest jeszcze Scena Nova). Sala jest niewielka, nie ma proscenium,nie ma podwyższonej sceny, nic nie oddziela aktora od widza. Poprzednim razem bardzo mi ten brakcałę owało tego pewnego dystansu, czułam się skrępowana zbyt bliską obecnością aktorów. Tym razem samotny aktor z gitarą pasował w tym miejscu idealnie. Pan Lajborek śpiewał, akompaniując sobie na gitarze -  1,5 godziny, przerywając śpiewanie jedynie krótkimi opowiastkami o autorach wykonywanych utworów i o ich środowisku.. A były to utwory nieśmiertelnego Włodzimierza Wysockiego, Bułata Okudżawy i kilku innych autorów, których nie znałam (choć akurat ich piosenki tak), a także kilka piosenek odesskich, do których zaśpiewania aktor zaprosił widownię. Dowiedziałam się, że Wysocki napisał około 2 tysięcy piosenek (raczej nie sposób znać je wszystkie), a Okudżawa ok 800. Aktor sam przetłumaczył większość wykonywanych utworów, zaledwie dwa z kilkunastu  zaśpiewał po rosyjsku ("Modlitwę "Okudżawy), bo stwierdził, że żadne ze znanych tłumaczeń nie oddaje ducha tej pieśni, a nie chciał jej przeinaczyć swoim tłumaczeniem). Te piosenki były popisami piosenki aktorskiej, świetnie zaśpiewane, odegrane. No i widzowie wciągnięci do wspólnego śpiewania i klaskania tez się dobrze bawili. Nie byłabym sobą, gdybym nie dostrzegła małego "ale". No cóż, u mnie pan Lajborek musiałby zaliczać piosenki po rosyjsku jeszcze raz.Bo można je zaśpiewać z bardziej rosyjską wymową. Ale to moje skrzywienie zawodowe i czepiam się ;) Ogólnie Mój skomplementował występ - wyszło lepiej niż się spodziewał. Ho,ho, duży sukces. Miło spędziłam wieczór. Ale mimo wszystko teatr, to nie moje klimaty.  


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Pracowita ;)

sobota, 25 marca 2017 23:41

Ach, jaka ja ostatnio pracowita jestem, jak nie ja ;) I wcale nie wierzę, że to pdzięki  diecie bezcukrowej albo witaminie D (którą jadłąm ostatnie 2 tygodnie, żeby zużyć, żeby był porządek, za dużo tych pudełek w apteczce). Jest robota, to robię, nie ma - to sobie folguję ;) A co by nie powiedzieć - Święta coraz bliżej, a sił coraz mniej. Nie mogę zostawiać wszystkiego na ostatnią chwilę, więc działam w kuchni : wołowinę ugotowałam (1, 5 kg). Przekręciłam (elektrycznie), połowę zamroziłam, z połowy zrobiłam farsz na paszteciki i upiekłam te paszteciki, zamroziłam. Kupiłam udźce i łopatki  (przednie łapy) królika, ugotowałam, razem z odrobiną duszonego kurczaka i wątróbkami przekręciłam, doprawiłam, zrobiłam pasztet, upiekłam , zamroziłam. Udusiłam też łopatkę wieprzową i wątróbki z indyka, przekręciłam i zamroziłam. Bliżej Wielkanocy połączę z wołowiną i upiekę kolejny pasztet.  W międzyczasie  wyprałam i powiesiłam dwie pralki prania (na dworze, u nas piękne słońce od dwóch dni). Oczywiście codziennie robiłam normalny obiad (chociaż wczoraj zjedliśmy dopiero obiadokolację, bo załatwialiśmy sprawy w Mieście). Dziś zachęcona słonkiem podziałałam w ogrodzie: posiałam w końcu groszek zielony i posadziłam trochę dymki (w zeszłym roku cebula mi wyrosła piękna duża). Już wcześniej wysiałam rzodkiewkę, marchwi trochę i koperek. Zobaczymy, kiedy ruszą. dziś w nocy zimno znów - zapowiadają -1 st. Posiałam też trochę jednorocznych kwiatków, z tych niekłopotliwych: maciejkę, ostróżeczkę, tytoń. Te u mnie same się sieją i zawsze rosną, ale chcę je mieć w określonym miejscu i jak najwcześniej. Zobaczymy.

A na wieczór zrobiłam jeszcze obiad na jutro (gar pomidorowej na rosole wołowym, tym od wołowiny na pasztet i gulasz wołowy). Jutro spotykam się z wnusiami, idziemy w plener, a potem razem z moim tatą i Najmłodszym będziemy u nas jeść obiad. No i na koniec upiekłam szybki placek z agrestem (agrest z zaprawy), nie dla mnie, ale przecież moi Bliscy nie mają diety ;)  

DSCN2549.JPG

Placek świeżo wyjęty z pieca :)

 

A teraz przed snem poczytam sobie trochę: kryminał słowackiego autora Dominika Dana -"Zapisane na skórze", z ciekawymi bohaterami, bez brutalności, z zagadką kryminalną (a nawet dwiema) i z poczuciem humoru. Tak, jak lubię :)  Miłej niedzieli dla wszystkich ! :)


Podziel się
oceń
0
1

komentarze (12) | dodaj komentarz

Kwestia wyboru

środa, 15 lutego 2017 14:32

Całe życie podejmujemy jakieś decyzje, codziennie, co chwilę. Wybieramy. od spraw błahych (co dziś zjeść na śniadanie), po całkiem ważne i poważne. Od naszych wyborów zależy nasza codzienność i nasza przyszłość, nasze dobre samopoczucie, nasz dobrostan. Wybieramy świadomie i podświadomie, z namysłem i bez zastanowienia. A przecież wybierając bierzemy (albo powinniśmy brać) odpowiedzialność za skutki tych decyzji. Niby nie ma sensu zastanawiać się, co by było gdyby...Ale na pewno zadajemy sobie takie pytania, fantazjujemy o równoległej rzeczywistości. W podstawówce robiono nabór uczniów, którzy mieli wystąpić w przedstawieniu operowym, w naszej Operze. To był nabór utajniony, uczniowie o nim nie wiedzieli. To nauczycielki muzyki na lekcjach prosiły wybranych uczniów o zaśpiewanie dowolnej piosenki. Ja też miałam sobie wybrać, co chcę zaśpiewać. Wybrałam ambitną trudną piosenkę, bo chciałam być "lepsza" od koleżanek śpiewających "zwykłe" pioseneczki. I posypałam się, a nie popisałam. Dobrze mi tak, trzeba było zaśpiewać to, co umiałam najlepiej. Dopiero po roku chyba, gdy operę już wystawiono, a parę osób z naszej szkoły zostało szkolnymi gwiazdami, dowiedziałam się od mojej wychowawczyni (z którą czasem wracałam pieszo do domu, bo zwykle jeździłam tramwajem 5 przystanków), że mnie przecież też przesłuchano, ale uznano, że nie sprostam zadaniu, że jestem zbyt dziecinna (miałam 11 lat) i lekkomyślna. Ach, jak mi było żal tej szansy, szansy na występ na scenie Opery i szansy na popularność szkolną. Cóż, widocznie tak miało być, nadal miałam być szara myszką, brzydkim kaczątkiem ,które nie wiedziało, że będzie łabędziem, nie wierzyło w to. Później nauczyłam się rozpatrywać różne "za" i "przeciw" swoich decyzji. Ale przecież każdy popełnia błędy. Możliwość wyboru, podejmowania decyzji, to według mnie prawdziwa istota wolności. Człowiek, który jest zbyt słaby, zbyt lękliwy, czy zbyt leniwy, żeby samemu decydować o sobie, jest człowiekiem zniewolonym. Jak to wygodnie nie podejmować decyzji, niech inni za mnie myślą, niech decydują za mnie, ja już nie muszę. Nie mieć własnego zdania, zgadzać się na wszystko, wykonywać polecenia, bierność. Wrr, ja jestem krnąbrna (piękne słowo), przekorna i niepokorna. Czasem nie mamy wyboru, miotamy się, jesteśmy bezradni (powiadają filozofowie, że zawsze jest jakiś wybór,ale wybór mniejszego zła jest kiepskim wyborem).

Ale dość filozofowania. Nic się ważnego nie stało. Popełniłam parę drobnych błędów w błahych wyborach. Kosztowało mnie to trochę czasu i biegania, ale nawet pieniędzy nie straciłam (zamroziłam jedynie). Teraz przede mną kolejne wybory, siedzenie w internecie i szukanie rozwiązań. Ale mam ten swój luksus, że mogę wybierać. Obym jak najdłużej była panią swej woli.

20170213_173524[2].jpg 

Buciki kupiłam, bo mnie zanęciły, a potem oddałam. Źle wybrałam. Jak będę miała dużo czasu na decyzję - kupię te właściwe.


Podziel się
oceń
0
5160

komentarze (329) | dodaj komentarz

sobota, 21 października 2017

Licznik odwiedzin:  2 940 600  

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

Archiwum

O mnie

Jestem żoną, matką, babcią i córką Jestem młodą (duchem) emerytytką i od niedawna mieszkam na wsi. Nadal mam swoje tajemnice i potrzebę odrobiny szaleństwa. Kocham poznawać nowe miejsca i nowych ludzi. Stąd moja obecność tutaj.

O moim bloogu

Z życia miejsko-wiejskiej emerytki

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 2940600

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Pytamy.pl